Mam 16 lat, ale to wcale nie musi oznaczać, że nie dorosłam do prawdziwej miłości. On - ksiądz, jest 10 lat starszy.
Nasze kontakty na dzień dzisiejszy wyglądają dosyć dziwnie. Ubiegłego sylwestra powiedziałam mu o moim uczuciu. Jak zareagował? Dosyć spokojnie, ale powiedział, że ma nadzieje, że szybko mi przejdzie. I tu mnie trochę zabolało.
A odważyłam się powiedzieć, bo to co robił trochę dawało mi do myślenia i nie ukrywam, że oczekiwałam, że jego odpowiedź na to będzie pozytywna.
A co takiego robił? Na przykład wchodząc do pokoju, gdzie byliśmy sami, powiedział 'cholerny celibat'. I nie wiem do tej pory jak mam to interpretować. Poza tym później mnie przytulił, bo musiał iść na mszę i zostawić mnie samą.
I tak ładnie na mnie patrzył na każdej mszy i się uśmiechał.
Kocham go całym sercem. A on? Nie wiem co on czuje.
Jego zachowanie jest dwuznaczne. Niby nic, niby mnie ignoruje, ale...
Ostatnio dzwonił do mnie o 2.30 w nocy, z tym, że nie wiem o czym gadaliśmy, bo najwidoczniej odebrałam przez sen. Wysłałam mu sms z pytaniem, a on odpisał, że miał telefon pod poduszką i najwidoczniej musiał wybrać numer. Tylko po 1 to nie śpi na poduszce, a po 2 ma telefon z wysuwaną klawiaturką, więc...
W kościele trzymaliśmy się za ręce, a on powiedział przy tym, że nasza religia na to nie pozwala. Zawsze powie coś, co mnie wielce zastanawia. Kurde...
A teraz mam z nim religie. I nie jest źle...
Przed wyznaniem mu mojego uczucia pewnego dnia zaproponował mi wyjazd na narty, sam na sam. Powiedział, że sie umówimy jak spadnie śnieg. Później już nie wspomniał o tym...
No i co wy na to? Proszę o jakieś dobre rady, bo doprawdy nie wiem co mam robić. Tylko nie mówicie, że najlepiej by było gdybym zapomniała, bo ja nie potrafię. A miłości nie da się ot tak zabić. Moi rówieśnicy wydają mi się strasznie dziecinni.
Boję się jednak, że kiedyś będę musiała pogodzić się z tym, że go już nie zobaczę. Póki co staram się walczyć o swoje. Nie wiem czy dobrze robię, ale...
Nie wiem skąd u mnie tyle nadziei. Może dlatego, że znam jedną dziewczynę, moją rówieśniczkę i jej księdza, również rówieśnik mojego, który po 2 latach ignorowania jej, zrzucił dla niej sutannę. I teraz cieszą się sobą i są szczęśliwi. Hym... :roll:
No do prawdy nie wiem co Ci powiedzieć. Opisałaś to tak ładnie, że nie sposób Cię skrytykować.
Ale.... to jest ksiądz, mówisz żeby nie pisać abyś o tym zapomniała.
Ale zastanów się jak byś postąpiła gdyby role się odwróciły, gdy byś Ty była w zakonie, a jakiś chłopak zakochał się w tobie tak jak ty w tym Księdzu. Czy "zrzuciła byś sutannę" i zrezygnowała z powołania które kiedyś czułaś właśnie dla tego chłopca?
"Boję się jednak, że kiedyś będę musiała pogodzić się z tym, że go już nie zobaczę."
Ja myślę, że jednak powinnaś się niestety pogodzić, może to być dla Ciebie trudne ale... takie jest życie.
Ale dlaczego piszesz, że już go nie zobaczysz? Przecież możecie być przyjaciółmi, w wieku w którym teraz jesteś jest to dla was duża różnica wiekowa, ale za kilka kat to będzie dla was nic. To, że ksiądz jest w celibacie, nie oznacza, że nie może sie z nikim spotykać, nigdzie chodzić. To jest również człowiek, który właśnie tak chciał obrać kierunek swojego życia :)
-------
Jeżeli chciała byś kiedyś pogadać zapraszam do mnie na GG: 1614732 :)
_________________ Piszę poprawnie po polsku
„Póki jesteśmy, nie ma śmierci, gdy jest śmierć, nie ma nas” - więc czego tu się bać ?
Imię: Michał
Wiek: 16 Dołączył: 11 Paź 2007 Skąd: Stalowa Wola
Wysłany: 2007-10-28, 00:46
ooo no to widze problem
ale nie ma sytuacji bez wyjścia, zakochujemy sie w ludziach i odkochujemy.
to ludzkie i normalne( na tym skończe naukową gadke).
Nie wiem skąd u mnie tyle nadziei. Może dlatego, że znam jedną dziewczynę, moją rówieśniczkę i jej księdza, również rówieśnik mojego, który po 2 latach ignorowania jej, zrzucił dla niej sutannę.
Jeśli nadal będziesz mu okazywać swoje uczucia to też może w końcu zrozumie że jesteście sobie przezanczeni . Powodzenia
Imię: Michał
Wiek: 16 Dołączył: 11 Paź 2007 Skąd: Stalowa Wola
Wysłany: 2007-11-16, 20:52
temat sie rozwija myśle droga anett ze tu coś jednak z tego będzie. problem jest jeden ON JEST NA LITOŚC BOSKĄ KSIĘDZEM. no ale jeżeli go przekonasz że jednak nie jest powołany to tej roli to może jakos da rade. tylko pomyśl co będzie jeżeli on zrezygnuje dla ciebie z czegoś co było dla niego życiem, a po pewnym czasie stwierdzicie że z tego nic nie będzie. to byłby duży cios dla was.
pozdrawiam w razie pytań/watpliwości/reklamacji* napisz do mnie na gg
Moim zdaniem chyba nic z tego większego nie będzie...
To jest dla ciebie zakazany owoc, a ty na siłę chcesz go spróbować...
Chociaż nie wiem, do odważnych świat należy...
Imię: Kasia
Dołączyła: 13 Paź 2007 Skąd: Stalowa Wola
Wysłany: 2007-12-08, 20:24
A ja zgadzam się z Rewolucją
_________________ 'Nieznajomość zła nie jest cnotą, lecz głupotą; zachwycanie się nią to jakby nagradzanie za uczciwość człowieka, który nie ukradł ci zegarka, bo nie wiedział, że go masz'
Imię: Marta
Dołączyła: 06 Kwi 2008 Skąd: Tam gdzie jestem :P
Wysłany: 2008-04-16, 17:46
Życie to jedno wielkie ryzyko... I trzeba wybrać pewną ścieżkę i liczyć się z możliwymi konsekwencjami, ale i również szczęśćiem, które może nastąpić.
Pozdro i 3maj się
_________________ "Próżno uciec, próżno sie przed miłością schronić,
Bo jako lotny nie ma pieszego dogonić?"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum