Imię: Ola
Wiek: 20 Dołączyła: 21 Cze 2010 Skąd: Radom
Wysłany: 2010-08-09, 16:33
A ja nie bujam w obłokach, nie czuję żadnych motylków czy mrówek w brzuchu, nie przejmuję się że zobaczy mnie nie umalowaną czy rozmazaną, bo wiem że i tak mu się podobam nie ważne czy jestem wylansowana czy nie. Kiedy go nie ma przy mnie i tak czuję jego obecność, wszystko co robię przychodzi mi z łatwością, nie obawiam się problemów bo wiem że nie jestem sama, pragnę tylko żeby tylko przy mnie był i nawet nie musiał nic mówić, robić.
_________________ Chciałabym żeby czekolada nie tuczyła, papierosy nie uzależniały, przyjaźń była szczera, a miłość istniała.
Zero motylków, spoconych dłoni, uśmiechu od ucha do ucha i innych typowych objawów zakochania. Straszne, co? Osobiście preferuję zdecydowanie fazę późniejszą, czyli "kochanie". Emocje opadają i zaczyna się prawdziwe życie z drugą osobą, a to jest największą sztuką...
Imię: Tomasz
Wiek: 21 Dołączył: 26 Lip 2008 Skąd: Kraków
Wysłany: 2010-08-27, 21:07
Fakt, ciężko opisać to uczucie. Ba, wręcz jest to praktycznie niemożliwe. Ale spróbuję się pobawić.
Słynne jest to powiedzenie "mieć motylki w brzuchu". Coś w tym jest. Czujemy coś dziwnego w brzuchu, tak jakby ruchy?
Jest nam ciepło. Nie, gorąco i to cholernie. Nasze serce nie należy tylko do nas - pojawia się osoba, która wprowadza się do niego. Nie chcemy, by było Jej ciepło. Serce staje się piecykiem, a krew płynąca w naszych żyłach - ciepła.
I nie budzimy się już z wielkim grymasem na twarzy. Wręcz przeciwnie - wstawanie nigdy nie sprawiało nam tyle radości. Widzimy w tym sens. Widzimy sens w stawaniu, dbaniu o siebie, a przede wszystkim w życiu.
Wydaje nam się, że każdy człowiek, którego mijamy na ulicy, uśmiecha się do nas. Nie narzekamy na to, że jest gorąco lub zimno, że są korki lub dużo pracy. Dostrzegamy piękno świata. Promienie słońca przyjemnie łaskoczą nas po twarzy, każda kropla deszczu jest czysta, widzimy w niej twarz tej osoby.
Białe jest białe i czarne jest białe.
No i przede wszystkim jesteśmy szczęśliwi. Stajemy się skupiskiem wszystkich pozytywnych uczuć.
PS. Użyłem pierwszej osoby liczby mnogiej, pisałem jednak na podstawie własnych doświadczeń.
_________________ Życie to pożądanie. Cała reszta to tylko szczegół.
To zależy, nie wiem jak to jest jeśli ktoś odwzajemnia twoją miłość, ale wiem jak to jest być nieszczęśliwie zakochanym.I niema nic gorszego nisz to uczucie.Trudno to opisać... ale spróbuje.
Dla osoby , którą kochasz zrobił byś wszystko, nie ma sekundy żebyś nie myślał o tym jak by było wspaniale być razem, ale wiesz ze to sie nie zdarzy chcesz tego najbardziej na świecie ale i tak tego nie dostaniesz, nie dostaniesz miłości, każdego wieczora przed snem masz pustkę w sercu i chcesz zasnąć , i kiedy zapadniesz w sen w , którym jesteście razem po przebudzeniu czujesz się cudownie, tak jak byście na prawdę byli razem, tak jak byś dostal drugie życie.Lecz potem to przechodzi, a ty znów chcesz zasnąć i miec ten sam sen....
Nie wiem czy Cie pociesze,ale brak miłości jest gorszy niż wszystko inne, więc nawet jeśli kochasz kogoś,a to osoba ciebie nie, to jednak nadal kochasz.... i dzięki temu można stać się lepszym człowiekiem.Miłość choć bolesna, tak na prawdę jest celem naszego istnienia i wszytko co robimy robimy tak na prawdę dla miłości
Imię: Aru
Wiek: 20 Dołączyła: 21 Mar 2010 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-29, 21:04
Jimmy FoX, i takie twoje posty kocham Tomek
W sumie zakochanie tak mniej więcej wygląda. Ale ja nigdy nie miałam objawów brzusznych. Ja bywam pijana. odużaqm mózg. i dusi się serce. Taki gorąc.
Zakochanie, albo zauroczenie, czyli ta faza wstępna u mnie to jakaś masakra Spalam anegdoty, plotę coś trzy po trzy, albo zapominam w połowie zdania tego, o czym mówię, czerwienie się, kompromituje... No ale widocznie i to ma jakiś swój urok, skoro kilka tych wstępniaków już przetrwałam. Ogólnie to nic czym mogę się popisać, poza palpitacjami serca i nerwowym uśmiechem dzieje się niewiele. Co ciekawe, etap flirtu, słownych gierek i tych klimatów, który u mnie te kompromitacje zazwyczaj poprzedza wychodzi mi całkiem nieźle.
Jeżeli natomiast o miłość chodzi, to już zupełnie co innego. Miłość u mnie objawia się tym, że facet nie irytuje mnie po kilkudziesięciu godzinach razem (co jest niebywałą rzadkością), że jestem zdolna do GIGANTYCZNYCH poświęceń, że masę serca wkładam w to, żeby go zaskoczyć i zadowolić... Czy tak jak przed półtorej godziny - że potrafię zmobilizować się do wstania nad ranem, żeby dać mu buzi przed wyjściem, napić się razem herbaty, czy zrobić kanapkę do pracy. Dla mnie miłość, taka codzienna, to umiejętność pójścia na kompromis. Czy to pod postacią obejrzenia z nim czwartego (pod rząd) meczu, czy ugotowania mu ulubionego obiadu... Wszystko jedno. Dopóki robię to z przyjemnością, a widok mojego chłopca jedzącego przygotowane przeze mnie jedzonko z szerokim uśmiechem napawa mnie satysfakcją, to tak, to wciąż jest miłość.
_________________ Później luki w pamięci, zapatrzenia w okno -
tam mała dziewczynka w bloku naprzeciwko
uśmiecha się z żyletką pomiędzy zębami.
Myślę o jej chłodnych pocałunkach.
Zależy jak. Szczęśliwie niestety nie miałam okazji wypróbować. Nieszczęśliwie- masz wrażenie że nikt cię nie kocha i leżysz na łóżku i ryczysz. Ja mam tak że cały dzień jest dobrze tylko wieczorem źle.
Imię: Mateusz
Wiek: 23 Dołączył: 29 Mar 2010 Skąd: Wadowice
Wysłany: 2010-09-05, 16:06
Zbliżone do narkotycznego haju uczucie, przepełnione namiętnością, napędzane przez hormony mózgowe. Bardzo fajne, dopóki się nie kończy - albo naturalnie, przechodząc w fazę zaangażowania związku (wtedy statystycznie najczęściej się rozpadają), albo przedwcześnie (wskutek szybszego rozpadu związku) - wtedy jest grubo:-D
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum