hmmm... Kochalam sie w chlopaku 2 lata... Byl dla mnie naprawde wyjatkowym kolesiem zadnego nie dazylam takim uczuciem jak jego... Poprostu zwariowalam na jego punkcie... Nie chcial bym byla taka jaka jestem wiec sie zmienilam to wszystko bylo dla niego... Mialam nadzieje ze bedzie moj.Spotykalismy sie Codziennie Bylismy w kontakcie24 h.. Niestety Po jakims czasie powiedzialam mu to co czuje On popatrzyl na mnie i odszedl... Postanowila 2 raz z nim o tym porozmawiac ale on powiedzial ze nie nic z tego nie bedzie bo nie chce miec dziewczyny... Bo z Tego co wiem On nie mial nigy laski... Po tym postanowilam dac sobie z nim spokuj... Choc bardzo go kochalam i nie moglam pogodzic sie z ta mysla... Po pewnym czasie poznalam innego kolesia... staralam sie zapomniec o tamtym choc nie mogla... A gdy on sie o tym dowiedzial napisal do mnie tak: '' Masz chlopaka to o czym mam gadac jak ci mialam dawac do zrozumienia jak ty caly czas myslalas ze jestes mi obojetna ze cie olewam itp... Myslalem o tym troche i stwierdzilam ze nic nie zmienie i lepiej bedzie jak bede sie zachowywal jak bym cie nie znal i ty tez sie tak zachowuj pa...'' po jakims czasie przepraszal mnie za to i wszystko bylo po staremu... Puzniej znowu zaczelismy sie spotykac... poprostu bylo cudownie... wsumie sama nie moglam w to uwierzyc... Bylam pewna ze teraz juz Bedziemy razem i ze nam sie uda... Lecz znowu niestety nic nie wyszlo... Ale on zawsze bedzie w moim serduszku Nigdy o nim nie zapomne I zadnego chlopaka nie pokocham tak jak kochalam jego...
Siwiutka1993, podobno pierwsza miłośc jest wielka i piękna, ale każda kolejna jest piekniejsza i większa Mamy po 15 lat i jestem pewna, ze wszystko przed nami, i ta najwieksza miłośc też.
_________________ Pielęgnuj swoje marzenia.
Trzymaj się swoich ideałów.
Maszeruj śmiało według muzyki, którą tylko ty słyszysz.
walczyłam.. walczyłam o to co było kiedyś dla mnie najważniejsze, ale już zabrakło mi sił, a przede wszystkim wiary która jest najważniejsza więc się wycofałam, staram się jak najmniej o nim i o tym co było myśleć i mówić. Bo jeśli wspominasz to wszystko powraca i zaczynasz tęsknić. Dlatego staram się zamknąć ten rozdział i wrócić do niego jak będę już pogodzona z tym że tak musi być i czerpać z niego wskazówki, aby w następnych związkach było już tylko lepiej. Coś poszło nie tak, to trzeba się ogarnąć i dalej życie nie patrząc w tył, bo przeszłości nie dasz rady zmienić, ale przyszłość zależy w dużym stopniu od Ciebie.
Ja na początku sobie nie radziłam,chciałam zapomnieć o tej osobie jak najszybciej..jeszcze bardziej wszystko się zawaliło,gdy ta osoba wyprowadziła się do innej miejscowości.. to był dopiero ból.. świadomość,że nigdy jej już nie zobaczysz,a po jakimś czasie wielkie rozczarowanie,bo kilka razy w roku (2-3) zupełnie przypadkowo spotykasz tą osobę.. ale po upływie czasie jakoś da się z tym żyć.. mam czasem chwile słabości,ale staram się już tam bardzo tym wszystkim nie przejmować..jest szczęśliwy,to i ja też muszę..wkońcu to już ponad 3 lata.
Ja mam tak , że jak się już w kimś zakocham , to musze z nim być. Nie odpuszcze. Mogę czekać nawet rok i jeśli się w nikim innym nie zakocham to będę z tą osobą. Staram się zaczynać z nim kręcić i go w sobie rozkochać. ;p
_________________ ` jedziemy żółtą ciężarówką... jest droga i same możliwości `
Cóż... nie raz już spotkała mnie sytuacja, w której zakochałam się bez wzajemności. Z góry jednak wiedziałam że i tak ten związek nie miałby żadnych szans i po prostu starałam się dalej żyć własnym życiem.
Teraz kiedy patrzę na to z dystansu mogę sama siebie pochwalić za rozsądek. Nie wpakowałam się w żaden związek bez przysżłości. Bo sama nie chcę sobie dokładać utrudnień w życiu.
Imię: Ania
Wiek: 19 Dołączyła: 10 Sie 2009 Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-08-10, 22:52
Szczerze? Wszystkie moje 'miłości' to są nieszczęśliwe. Nigdy nie miałam chłopaka. Jak długo mnie to trzyma? Przez rok. Jak się czasem śmieję (czasami bywa, że potrafię z siebie śmiać) na każdy rok szkolny przypada jakiś jeden chłopak, w którym się podkochuję. Nie jestem w stanie zrobić pierwszego kroku, jedyne co posłać uśmiech i takie tam. Może to kwestia wychowania (w końcu mama zawsze powtarzała: to chłopak robi pierwszy krok) lub nieśmiałości czy nawet bojaźni przed odtrąceniem. Bardziej jestem skłonna do odpowiedzi ostatniej. Moja samoocena jest tak niska, że jej po prostu brak. I wtedy cierpię. Na własne życzenie.
Hmmmm..Obecnie należę do szczęśliwie zakochanych..Jestem z chlopakiem grubo ponad 2lata.Jakie mam do tego podejscie ? Ciężko wyczuć. W sumie przed Nim traktowałam chlopaków jak zabawe.. Teraz dorosłam ? Nie sądzę ^^ ale na prawde mi zależy i wszystko sie uklada jak powinno..Co jeśli by sie posypało ? Myślę,że nie ma sensu gdybać.... tylko sie starac ^^
_________________ " Być zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas... "
Kiedyś było mi trudno uwierzyć, że mogę się odkochać.
Teraz jestem pozytywnie zaskoczona.
Odczuwam ogromną ulgę.
Każdy musi swoje wycierpieć, ale to sie w końcu kończy !
_________________ Pielęgnuj swoje marzenia.
Trzymaj się swoich ideałów.
Maszeruj śmiało według muzyki, którą tylko ty słyszysz.
Imię: Klaudia
Wiek: 14 Dołączyła: 12 Sie 2009 Skąd: To Pytanie ?
Wysłany: 2009-08-12, 18:20
Spinner's End napisał/a:
Ja nie mogę z tym żyć. Jest mi ciężko. Chodzę zdołowana. Nie walczę z sercem, bo wiem że nie wygram. Co mam robić by zapomnieć? Wyjechać, odciąć się od świata? a jak ta 2 osoba chodzi to tej samej szkoły? To co? mam przestać chodzić?
a miałam tak.
Na dodatek koleś zaczął chodzić z dziewczyną z pierwszej klasy, której nigdy nie darzyłam sympatią.
Chodziłam, maltretowałam się ich widokiem.
Nie potrafię się cieszyć szczęściem tej osoby. Bo to ja bym chciała być szczęśliwa z nią, a nie patrzeć jak ktoś inny mi to odebrał.
Cytat:
nie potrafiłabym być w takim związku kiedy kocham za dwoje. Ja kocham a on mnie nie. On zlewa, nie daje mi ciepła, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, itp. . .
Byłam w takim związku. W poniedziałek to się skończyło. Co gorsze, ja tak bardzo chciałam być z nim, ze chciałam by dalej trwało to.
Ja też to mam ;[
Jeszcze gorzej bo chodzę z tym chłopakiem do tej samej klasy.Nie mogę przestać o nim myśleć.Jak się dowiedziałam że on zarywa do innej dziewczyny o rok starszej to tak samo maltretowałam się patrząc na nich ;[
Jak sobie z tym poradzić ;[ Zapomnieć o nim na pewno nie zapomnę ...
Ja zdecydowanie pozwoliłabym tej ukochanej osobie odejść, z bólem serca, ale pozwoliłabym, aby był szczęśliwy z kimś innym. Bo szczęście ukochanej osoby jest jak moje szczęście. I już nie narzucałabym się, wycofałabym się i tyle. Poczekałabym, aż się odkocham, chociaż to by pewnie było trudne.
Imię: Dawid
Wiek: 20 Dołączył: 13 Sie 2009 Skąd: Siedlce
Wysłany: 2009-08-13, 20:59
Ja sądzę iż odkochanie się nie jest możliwe
[ Dodano: 2009-08-13, 22:16 ]
Poznałem kiedyś super dziewczynę wiedziałem że to jest ta jedyna. Było wspaniale, niemalże cudownie...Dzięki niej odżyłem i wyszedłem z depresji na którą chorowałem przez parę lat...Te wszystkie czułe słowa z jej strony...Czułem że jestem ważny że jestem wreszcie czyimś skarbem...Poprzednie związki opierały się na schemacie zauroczenia...Myślałem że jakaś mnie kocha a potem dowiadywałem się że mnie zdradza..dwa dni temu własnie przypomniałem sobie najgorszą zdradę to było rol temu 11 sierpnia...ale wracam do tematu...zakochałem się na zabój..co nie każdy chłopak potrafi...Było cudownie..Pierwszy raz widziałem w oczach dziewczyny taki błysk widać było że mnie kocha bardzo mocno..Dla nas nie stanowiło problemu to że dzieli nas wiele kilometrów...Na początku spotykaliśmy się raz w tygodniu..dla niej zrezygnowałem z dyskotek..z pracy..z nieciekawych kumpli...Czułem że żyję :) Było tak wspaniale że nawet nie bałem się że mnie ona kiedyś zostawi..że porzuci - nawet mi to do głowy nie przyszło...Jednak w pewnym momencie Ona się zmieniła niewiadomo czemu...wszytsko runęło ja się starałem ona tego nie zauważyła ale jak ją poznałem to dla niej zmieniłem swoj chamski charakter...Dziewczyna którą kocham na zabój dziś traktuje mnie jak śmiecia..zaufałem jej wierzyłem w to co obiecywała a teraz wysłuchuję od niej takie rzeczy które jeszcze 3miesiace temu nawet nie pomyślałbym że może skierować do mej osoby...Nie zdradziłem jej..nie piję , nie palę stara lem sie ile mogłem choć wiele jej dac nie mogłem./..Dziś z dnia na dzień wysłuchuję jaki to ja jestem "zjeb**y" , do niczego i wogóle..Wszystko co złe zwala na mnie...Po prostu mnie nienawidzi lecz ona nie ma powodu by mnie tak traktować...Ona mnie wyleczyła z depresji i teraz mnie w nią wpędza z dnia na dzień! Dziś gdzieś z 2godziny temu usłyszałem od niej że "to już jest niemożliwe żebyym Cię kochała" ...Mimo tego ja nadal jej mówię że ja kocham lecz ona mi odpowiada "co z tego" .wybaczcie że tak chaotycznie piszę lecz..fatalnie się czuję..Już kiedyś próbowąłem sobie coś zrobić-boję się że znów będę próbował..Ehh ja nie mogę żyć bez niej ..kocham ją bardzo mocno... Nie wiem co mam robić
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum