Imię: Ola
Dołączyła: 09 Lis 2009 Skąd: okolice Wrocławia
Wysłany: 2009-11-11, 01:36 *Moje opowiadanie*
Zamieszczam próbkę mojego opowiadania. To spory fragment pierwszego rozdziału. Chodzi mi o obiektywną ocenę większej ilości osób.
Z góry dziękuję
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pamięć człowieka jest skonstruowana jak układ pokarmowy. Przyjmuje i selekcjonuje wspomnienia, a te, które nie są potrzebne lub w jakiś sposób nie pasują do całości- zostają z niej wyrzucone. Gdy powracam do tamtej chwili, nie pamiętam ani jej początku, ani tego, co działo się potem. Pamiętam tylko, że bardzo się bałam.
Jest początek lata. Siedzę w trzeciej ławce od okna, na historii sztuki. Nie wiem teraz, kto znajdował się obok mnie. Chyba jakaś dziewczyna. Osuwam się wolno w krześle, a obraz nauczyciela rozmywa mi się przed oczyma. Nie mogę oddychać. Zaczynam się dusić, chcę wołać pomocy, ale nie dobywam z siebie żadnego dźwięku. Czuję, że odpływam, moje ciało przechodzą silne dreszcze. Robi mi się zimno.
W następnej chwili wszystko ustaje. Otwieram powoli oczy. Przez chwilę słyszę tylko własny oddech i bicie serca. Stoję w jakimś pomieszczeniu. Jest niewielkie, przytulne. Ma duże okna z firankami, stare palenisko i wysłużoną kanapę. Na jednej ścianie wisi obramowana fotografia. Nie widzę, kogo przedstawia.
Potem zaczynam krzyczeć. Na ziemi u moich stóp leży kobieta. Krew spływa z jej ciała i kieruje się w moją stronę, jest jej coraz więcej i więcej, a ja nie mogę się cofnąć. Kobieta patrzy mi prosto w oczy; ma długie siwe włosy zaplecione w warkocza i piękną, sędziwą twarz. Nie ma w niej strachu, jest spokojna. Uśmiecha się przepraszająco. Przestaję krzyczeć, a wtedy kobieta zamyka oczy i umiera. Tak po prostu.
Budzę się w szpitalu. Jeszcze długo potem nie wiem, co się stało. Zostaję poddana wielu badaniom. Żadne nic nie wykrywa. Wychodzę następnego dnia.
Cztery godziny po powrocie do domu dowiedziałam się, że umarła moja babcia. Nigdy jej nie widziałam. W domu o niej nie rozmawiano.
Minęły dwa miesiące. Skończył się rok szkolny, mój ostatni rok w Kalifornii. Babcia zostawiła nam dom, bardzo daleko od miejsca, w której mieszkałam do tej pory. Miasteczko nazywa się Midnight Village. Jest w nim jedno liceum, cztery sklepy, stacja benzynowa i trzy skrzyżowania.
Ojciec opuścił mnie i mamę, gdy się urodziłam. Od tamtej pory minęło szesnaście lat. W moim życiu nie zachodziło wiele zmian. Byłam przeciętną nastolatką ze zwyczajnymi problemami, aż do tamtego dnia, gdy umarła babcia i nawiedziła mnie pierwsza wizja.
Wtedy wszystko się zmieniło.
-Naomi?- usłyszałam i aż podskoczyłam, wyrwana z zamyślenia. Mama- Michelle- patrzyła przed siebie w skupieniu i prowadziła bez słowa, odkąd minęliśmy granicę Kalifornii. To było do niej niepodobne. Zwykle bardzo dużo mówiła, właściwie paplała bezustannie. Uśmiechała się tak często, że teraz, kiedy na nią spojrzałam, uświadomiłam sobie, że już zapomniałam jak poważnie potrafi wyglądać. Zacisnęła dłonie na kierownicy.- Noemi, musimy rozmawiać.
-Tak- mruknęłam, nie potrafiąc zdobyć się na nic więcej. Nie, nie byłam obrażona. Po prostu… czułam się zagubiona.
-Przepraszam- powiedziała cicho, ponownie wbijając wzrok w drogę. Wycieraczki latały po szybie, zagarniając ciężkie krople deszczu. To był pierwszy pochmurny dzień tego lata. Naprawdę starałam się nie wziąć tego za złą monetę.
-Przestań, mamo- odparłam jeszcze ciszej, odwracając głowę do okna. Wiedziałam, że Michelle czuje się winna.
-Jesteś dla mnie za dobra- kobieta zdjęła jedną dłoń z kierownicy i dotknęła mojej dłoni.
W ogóle mnie nie przypominała. Miała jasne, falowane włosy sięgające ramion i cudowne, turkusowe oczy, a kiedy się uśmiechała… Była naprawdę piękna.- Nie powinnam zmuszać cię do przeprowadzki. Zachowałam się jak egoistka.
-Nie obwiniaj się- zmusiłam się do uśmiechu- trzeba iść do przodu, no nie?
Oczywiście pominęłam fakt, że mój świat po pierwszej wizji i śmierci babci mój świat walił się kawałek po kawałku. Przebłyski przyszłych wydarzeń sprawiły, że ludzie zaczęli się mnie bać. Nigdy później żadna wizja nie była tak intensywna jak ta o umierającej kobiecie. Traciłam jednak przytomność, krzyczałam i wiłam się. Za każdym razem tylko kilka sekund.
Widywałam różne rzeczy. Nic konkretnego. Dziwne błyski, metaliczne odgłosy, niewyraźne, gniewne słowa, cudze uczucia. Raz czy dwa zdołałam dostrzec czyjeś spojrzenie, spojrzenie ciemnych, mrocznych oczu…
Wkrótce swój nowy dar zaczęłam traktować jak przekleństwo. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Wciąż nie wiem.
I boję się.
Oczywiście pominęłam fakt, że mój świat po pierwszej wizji i śmierci babci mój świat walił się kawałek po kawałku.
tu jest powtórzenie. A reszty nie chce mi się wyszukiwać. Styl masz dobry i pomysł też nie jest zły, choć wprowadzenie jest takie średniackie.
Smile napisał/a:
Budzę się w szpitalu. Jeszcze długo potem nie wiem, co się stało. Zostaję poddana wielu badaniom. Żadne nic nie wykrywa. Wychodzę następnego dnia.
no i ja też się nie dowiaduję. Mogłaś napisać zdanie, że zasłabła, bo tak chyba z tekstu słabo wynika. No i życzę weny Sama piszę i wiem jak czasem ciężko jest oddać chwilę, która w wyobraźni jest doskonała, a na kartce wychodzi beznadziejnie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum