Panel logowania

Nie masz jeszcze konta na e-Mlodzi.com?

Zarejestruj się!

Zapomniałeœ hasła?

Przypomnij je

Autor

Wiadomość

Jakubł  

Stały User

Goldberg



Imię: Jakub

Wiek: 21

Dołączył: 27 Lis 2015

Skąd: Warszawa

   

Wysłany: 2017-03-17, 23:30   

Tigranes napisał/a:

a czy doświadczyłaś piątego poziomu psychodelii?


Ja doświadczyłem. Poczułem, że nie istnieję, tak jakbym umarł i mnie już nie było - nie da się tego opisać słowami, po prostu nie istniejesz. Następnie, kiedy odzyskałem nić porozumienia ze światem zewnętrznym, poczułem się dotknięty przez Boga (mimo, że nie mam aspiracji do bycia wierzącym). Było to doświadczenie bardzo zastanawiające i nigdy go nie zapomnę. Od tamtego czasu zmieniła mi się osobowość w stronę przerostu ambicji, co jest i pozytywne i negatywne. Pozytywne, bo zawsze dążę do ustalonych celów, jakie sobie założę - negatywne, bo informacja do mojego ego poszła w rodzaju "Możesz wszystko, jesteś najlepszy", a od pewności siebie do arogancji jest jeden krok. Z perspektywy czasu wyszło mi to na dobre

DeVaneio napisał/a:

A gdzie można kupić te ayahuasce ?


Po pierwsze, żeby ją spróbować, najlepiej mieć ukońćzone 24 lata (tak mówią szamani)
A gdzie ją kupić? Lepiej nie kupuj, tylko udaj się do profesjonalnych szamanów w Czechach, którzy się tym zajmują.
http://www.ayahuasca.info.pl/czechy.htm
Chociażby tutaj, dobry jest z nimi kontakt.
_________________
Pozdrawiam.
 

$karbówka  

Moderator

Najwyższy Autorytet



Dołączył: 08 Paź 2013

   

Wysłany: 2017-03-17, 23:57   

Jakubł napisał/a:

Lepiej nie kupuj, tylko udaj się do profesjonalnych szamanów w Czechach, którzy się tym zajmują.


Polscy szamani... :-D
Równie zabawnie brzmi jak polscy sensei w tych szkółkach karate.

Myślałem, że ta ayahuasca to ludowa tajemnica i obrzędy odbywają się tylko w miejscach związanych z kulturami andyjskimi, a tu widzę komercha pełną gębą.
 

  

Jakubł  

Stały User

Goldberg



Imię: Jakub

Wiek: 21

Dołączył: 27 Lis 2015

Skąd: Warszawa

   

Wysłany: 2017-03-18, 00:05   

Żeby prowadzić takie rytuały nie trzeba być związany z konkretną kulturą. Wystarczy doświadczenie. Tak samo jak biali mogą grać w kosza, czy biegać - po prostu zwykle nie mają pierwszego miejsca. Myślałem, że jesteś za wolnym rynkiem ;)
_________________
Pozdrawiam.
 

DeVaneio  

Hiper wymiatacz



Dołączył: 27 Lip 2014

   

Wysłany: 2017-03-18, 09:34   

Jakubł, Ok ;)
_________________
Człowiek, który coś znaczy, żyje w taki sposób, że jego życie jest poświęceniem dla jego idei.

O. Spengler
 

Tigranes  

Hiper wymiatacz



Dołączył: 09 Kwi 2012

Skąd: wiesz?

   

Wysłany: 2017-03-18, 11:54   

DeSade napisał/a:

Nie wiem, co to jest.


To jest to, o czym napisałem pod tym pytaniem w cudzysłowie. Czyli "zupełna utrata kontaktu wzrokowego z rzeczywistością. Zerwanie połączenia z otaczającym światem, utrata ego. Osoby doświadczające tego poziomu opisują całkowitą inność tych doznań w porównaniu z rzeczywistością. Niektóre z nich porównują ten stan do oświecenia, osiągnięcia namiastki życia Boga".

DeSade napisał/a:

Podobno ma się lepsze przygody z otwartymi.


Zanim zaczęliśmy, szaman powiedział, że lepiej mieć zamknięte oczy, bo wtedy doświadczenie jest głębsze i nic nas nie rozprasza. Zastosowałem się do tego zalecenia, i faktycznie - gdy miałem zamknięte oczy, czułem się o wiele bardziej niezwykle niż z otwartymi.

Damn napisał/a:

Opowiedz coś więcej o swoich doświadczeniach, Tigranes, bo zaintrygowałeś.
- Rozumiem że cierpiałeś na zaburzenia nerwicowe, depresyjne. Jak wpadłeś na to aycośtamcośtam co później brałeś? Czy ktokolwiek nadzorował tę "terapię"?


Czytałem teksty i oglądałem materiały na temat leczniczych właściwości enteogenów, czyli psychodelików z górnej półki. Np. te:
https://www.youtube.com/watch?v=JYUebiHdwMc
https://www.youtube.com/watch?v=HMSmAVdPN6I
Obejrzałem też ponad 50-minutowy film dokumentalny o LSD i jego zastosowaniu w psychoterapii.
Później obejrzałem na YouTube relacje kilku osób, które brały udział w ceremonii picia ayahuaski, i stwierdziły, że to im bardzo pomogło. Bardzo poprawiło ich stan psychiczny. Że wcześniej zmagały się z traumatycznymi przeżyciami i nie mogły sobie z nimi poradzić i cierpiały na różne zaburzenia, a po sesji z ayahuaską stwierdziły, że traumy i zaburzenia zniknęły. Że potem, w miejsce wcześniejszej złości, frustracji, strachu i depresji czuły tylko spokój, pogodę ducha i wszechogarniającą miłość. Że jedna sesja z ayą dała im więcej niż kilka lat psychoterapii, i że w kilka godzin dowiedziały się o sobie więcej niż w ciągu 20 lat (pisałem o tym w temacie o religii i sensie istnienia).
I to mnie zaciekawiło. Pomyślałem, że jeśli to prawda, że aya ma takie cudowne właściwości, to pewnie jest coś dla mnie, bo wcześniejsze branie farmaceutyków zawierających SSRI (selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny) przez 5 lat przynosiło tylko połowiczne efekty i nie likwidowało przyczyn, a jedynie osłabiało skutki. Bo SSRI w żaden sposób nie powodują introspekcji. Nadal byłem nękany przez nieuzasadnione ataki furii, paniki, złości i przez frustrację. Miałem obniżoną zdolność do odczuwania radości życia i przyjemności. Przez większość czasu miałem obniżony nastrój, bez widocznego powodu. Byłem negatywnie nastawiony do świata. Do siebie samego zresztą też. Zdawałem sobie sprawę ze swojego egoizmu, egotyzmu i egocentryzmu, i te cechy we mnie mi się nie podobały, i chciałem je przezwyciężyć.

Ponieważ jedna z tych osób miała pod filmem podany adres mail, napisałem do niej z różnymi pytaniami, np., gdzie i kiedy można wziąć udział w takiej ceremonii. Po dłuższej korespondencji dostałem od niej maila organizatora, i napisałem do niego, że chciałbym wziąć udział. W mailu zwrotnym dostałem od szamana termin, godziny, adres i zalecenia odnośnie przygotowań - m.in. żeby przez dobę przed i dobę po wypiciu ayahuaski nie pić napojów zawierających alkohol ani kofeinę i nie jeść mięsa.

"Nadzorcą" sesji był szaman - zdaje się, pół-Holender, pół-Indianin. Gdy któryś z uczestników miał zbyt nieprzyjemne/zbyt intensywne doznania, szaman mógł je złagodzić, śpiewając icaros - uzdrawiające pieśni.

Damn napisał/a:

Tylko pod kontrolą lekarza wchodziłoby to w grę.


Wprawdzie na sali nie było lekarza (na początku też wolałem, żeby był, i odczuwałem pewien psychiczny dyskomfort z powodu jego braku), ale potem przekonałem się, że szaman ma na tyle dużą wiedzę i kompetencje, że w zupełności zastępował lekarza. Okazało się (choć sam byłem zdumiony takim wnioskiem), że starożytna wiedza plemion Ameryki Pd. jest więcej warta niż współczesna wiedza europejskich psychiatrów. Przynajmniej w aspekcie usuwania traum i tego, co nas dręczy.

Damn napisał/a:

Za słabo zbadano wpływ i skutki uboczne


O ile wiadomo, nie ma długofalowych niepożądanych skutków ubocznych.

DeVaneio napisał/a:

A gdzie można kupić te ayahuasce ?


Ayahuasca nie jest na sprzedaż. Sporządzają ją szamani, i oni dają ją uczestnikom ceremonii do wypicia na miejscu.

Jakubł napisał/a:

Poczułem, że nie istnieję, tak jakbym umarł i mnie już nie było - nie da się tego opisać słowami, po prostu nie istniejesz. Następnie, kiedy odzyskałem nić porozumienia ze światem zewnętrznym, poczułem się dotknięty przez Boga (mimo, że nie mam aspiracji do bycia wierzącym). Było to doświadczenie bardzo zastanawiające i nigdy go nie zapomnę. (...) informacja do mojego ego poszła w rodzaju "Możesz wszystko, jesteś najlepszy"


Jakbym czytał samego siebie. :-) Miałem tak samo.

Ogólnie, moje doświadczenie zaczęło się od tego, że poczułem, jakby moje ręce, nogi i plecy stopiły się ze śpiworem i podłogą, a mój układ trawienny przestał istnieć. Potem zacząłem w niekontrolowany sposób wić się jak wąż, jednocześnie czując, jak moje ego zaczyna się rozpuszczać. Wydawałem niekontrolowane okrzyki rozkoszy. Czułem silną więź duchową z innymi uczestnikami ceremonii w sali i z samą salą również. Później czułem mocne mrowienie, silny przepływ energii. W pewnym momencie uznałem, że to zbyt intensywne, i szaman najwidoczniej wyczuł mój stan, bo podszedł do mnie, stanął nade mną i kontynuując swoją wcześniejszą pieśń-murmurando, sprawił, że uczucie stało się dla mnie łagodniejsze, po czym poszedł do innych uczestników. Przez pewien czas czułem, jakby jakieś niewidzialne ręce mocno chwyciły mnie za przedramiona, ale spokojnie poddałem się temu. W jednej chwili turlałem się po całej sali, w innym momencie obracałem się jak wskazówki zegara, w sumie nie wiedząc, czemu to robię, ale nie dbałem o to - i tak nie miałem nad tym żadnej kontroli, a nie czułem niepokoju, więc założyłem, że wszystko jest OK. Przez zamknięte oczy widziałem jakby błękitne strumienie energii i światło, czułem obecność energii i chyba jakichś istot niematerialnych, złożonych z samej energii. W pewnym momencie otworzyłem oczy, usiadłem i poczułem przemożną chęć objęcia ramionami uczestniczki siedzącej obok mnie. Tak też zrobiłem, i wtedy stało się coś niesamowitego, czego się nie spodziewałem ani nie potrafiłbym sobie wyobrazić - czułem, jak nasze ciała stapiają się ze sobą, jakby były z płynnego metalu. Po chwili się rozdzieliliśmy. Znowu zamknąłem oczy.

W pewnym momencie, gdy zagłębiałem się coraz dalej w to doświadczenie, szaman podszedł do mnie. Otworzyłem na moment oczy, usiadłem, a gdy znowu zamknąłem oczy, szaman położył mi dłoń na sercu i wtedy doznałem czegoś jeszcze bardziej niezwykłego - szaman wniknął we mnie i na chwilę przestały istnieć dwie odrębne osoby, ja i szaman. Powstała zupełnie inna osoba, będąca w połowie mną, a w połowie szamanem. Po chwili się rozłączyliśmy, a szaman zaprowadził mnie na "kozetkę" - materac pod ścianą. Kiedy się położyłem, szaman cały czas coś mamrotał, a w pewnym momencie położył mi ręce na głowie, i poczułem nieprawdopodobnie silny przepływ energii - czułem, jak szaman wyciąga ze mnie złą energię, która mnie dręczyła, a w zamian napełnia mnie ogromną ilością dobrej energii. Przekręciłem się na materacu i poczułem, że ten materac jest polem energetycznym, a nie zwykłym materacem. Nagle doznałem oświecenia i zdałem sobie sprawę, że zła energia została wyparta przez dobrą - pod wpływem impulsu otworzyłem oczy, zerwałem się na nogi i głośno powiedziałem szamanowi, co czuję. Szaman spokojnie powiedział, żebym położył się z powrotem, i posłuchałem. Szaman dalej śpiewał swoją dziwną pieśń, a ja w międzyczasie doznawałem kolejnych oświeceń - np. nagle naszła mnie myśl, że mam ukryte talenty i że mogę je w sobie odkryć. Słyszałem muzykę z gitary i nagle stwierdziłem, że ja muzykę nie tylko słyszę, ale i ją widzę i czuję jej zapach. Potem wydało mi się, że sam jestem muzyką. Potem poczułem, że jestem strumieniem energii, krzyżującym się z innymi strumieniami energii. W końcu proces rozpadu mojej jaźni, mojego ego, osiągnął punkt kulminacyjny - czas i przestrzeń przestały istnieć, poczułem, jak zanikła moja indywidualna egzystencja i poczułem się całkowicie zjednoczony z całym Wszechświatem. Czułem przy tym niewysłowioną błogość, szczęście i radość. Uczucie utraty ego to bardzo przyjemne, cudowne uczucie. Widziałem miliony punkcików światła - gwiazd i galaktyk. Potem zobaczyłem rozbłysk światła i poczułem obecność nieskończenie mądrej, nieskończenie kochającej i nieśmiertelnej istoty napełniającej mnie swoją mądrością i miłością. To były absolutne wyżyny transcendencji. Coś niewyobrażalnie wspaniałego. Potem na chwilę wróciłem do materialnej formy, wstałem nagle i próbowałem głośno opowiedzieć szamanowi o tym, co czuję, ale szaman powiedział, żebym się znowu położył, bo to jeszcze nie koniec ceremonii. W każdym razie miałem poczucie, że wiem wszystko i że mogę wszystko. Jakby to bóstwo przekazało mi cząstkę samego siebie.

Wtedy, po podróży po świecie mistyczno-duchowym, przyszedł czas na drugi etap podróży - do głębi mojej podświadomości. To było jak w stanie bardzo głębokiej hipnozy. Nie panując nad tym, co robię, nagle z krzykiem wybiegłem z głównej sali i pobiegłem do kuchni, samemu nie wiedząc, dlaczego. Kontrolę nad moim ciałem i umysłem przejął... ktoś, kto był w połowie mną, w połowie nie-mną. Nie wiem, jak to opisać. Czułem, jakbym był mordowany, jakbym otrzymywał ciosy nożem w płuco, traciłem dech. Czułem, że moja dusza jest rozrywana na strzępy, że niewyobrażalnie cierpię psychicznie, i bałem się, że ta męka nigdy się nie skończy, i że sesję z ayahuascą przypłaciłem życiem albo przynajmniej zdrowymi zmysłami. Jednocześnie czułem, jak umieram i jak pogrążam się w otchłani szaleństwa. Okazało się, że właśnie wtedy musiałem skonfrontować się ze swoim poprzednim wcieleniem, które zostało zamordowane przez psychopatycznego bandytę. I to wcielenie na pewien czas przejęło całkowitą kontrolę nad moim ciałem i umysłem. Człowiek, którym byłem w poprzednim wcieleniu, został zamordowany w wieku 22 lat przez seryjnego mordercę. Przez mordercę, który mnie (znaczy: moje poprzednie wcielenie) nie tylko zamordował, ale również obrabował i upokorzył, nazywając mnie śmieciem, który jest nic nie wart, i który trzeba wyrzucić do śmietnika albo do kibla, tak jak pozostałych, których on wcześniej "załatwił", bo nie jestem tu żadnym wyjątkiem. Mordercę, który po zadaniu mi wielu ciosów nożem zażądał, żebym - zanim on zakończy moją mękę - przyznał, że jestem nic nie wartym śmieciem, i żebym nazwał go panem swojego życia i śmierci - wtedy on mnie dobije i utopi w muszli klozetowej, bo takie jest moje przeznaczenie, tak jak tych, którzy poprzednio zginęli z jego ręki.

Czułem wtedy wszechogarniającą rozpacz, psychiczny ból i poczucie ogromnej straty - że traciłem wszystko, łącznie z życiem. Chciałem przed tym uciec, ale nie mogłem. Na przemian siadałem na krześle i stapiałem się z nim, to otwierałem oczy, wstawałem i znowu siadałem i chwytałem za poręcz. Gdy zamykałem oczy i pochylałem głowę, czułem, jak głowa stapia mi się z brzuchem, a nogi z plecami - jakbym zamienił się w kulę, i potem wirował w czasoprzestrzeni. Potem, wracając do zwykłej formy cielesnej, co jakiś czas wstawałem i w panice biegałem po budynku, a gdy znowu siadałem i zamykałem oczy, to czułem się, jakbym wpadał głową w dół do wiadra, a innym razem do muszli klozetowej. Nie będąc sobą i nie mając żadnej kontroli nad tym, co robię, opróżniłem kieszenie, wziąłem swój portfel, wysypałem z niego wszystkie pieniądze, nie wiedząc dlaczego - być może była to jakaś forma zamanifestowania tego, że zostałem obrabowany. Przez jakiś czas, również będąc "swoim poprzednim wcieleniem", gryzłem swoje palce, gryzłem serwetki, uderzałem czołem o szybę w oknie, rozdzierałem leżące na półce mandarynki i wyciskałem z nich sok - od psychicznej udręki na chwilę chyba wpadłem w totalny amok i kompletnie postradałem zmysły. Poczułem ogromną żądzę zemsty na tym bandycie i w pewnym momencie nawet zacząłem go gonić, ale nie mogłem go dorwać, bo gdzieś zniknął - nic dziwnego, w końcu fizycznie w ogóle go tam nie było. Przez cały ten czas szaman śpiewał swoją uzdrawiającą pieśń. W końcu wszystko się skończyło i znowu stałem się sobą. Wtedy nie czułem już żadnej męki, śmierci ani rozpaczy, tylko ogromną ulgę i spokój. I uczucie, że już po wszystkim, że koszmar się skończył i już nie powróci. Że znowu mam pełną kontrolę nad swoim ciałem, jasność myślenia, pełną świadomość ciała i otoczenia. Że odzyskałem zmysły w pełni.

Wiem, zwariowana historia, w którą trudno uwierzyć. Może to i brzmi jak rojenia szaleńca zbiegłego z wariatkowa albo jak streszczenie jakiegoś filmu, ale nie potrafiłbym tego sam wymyślić - naprawdę czułem, jak doświadczam tego wszystkiego.
A po sesji byłem już pogodzony ze wszystkim. I wiedziałem, że już nie będę potrzebować terapii ani farmaceutyków. Choć w sumie to doświadczenie było tak mocne, że można się dziwić, że moja psychika to wytrzymała. I że serce to wytrzymało.

A Ty, Jakubł, czy też w pewnym momencie doznałeś "bad tripu"? Czy też czułeś rozpacz, śmierć i ogarniające Cię szaleństwo?

Jakubł napisał/a:

Myślałem, że jesteś za wolnym rynkiem


Tu raczej chodzi Skarbówce o to, że kupczenie starożytnymi sekretami jest oznaką braku szacunku dla tych sekretów. W końcu tajemnice szamanów to nie dywany na bazarze.
 

  

$karbówka  

Moderator

Najwyższy Autorytet



Dołączył: 08 Paź 2013

   

Wysłany: 2017-03-18, 12:43   

Jakubł napisał/a:

Żeby prowadzić takie rytuały nie trzeba być związany z konkretną kulturą. Wystarczy doświadczenie


Być może.
Jednak zawsze mnie bawi, jak widzę plakaty, a tam: "Poznaj sekrety chińskiej sztuki walki, kontroluj energię chi, medytacja, zen... już za marne 60zł za godzinę, zajęcia prowadzi mistrz Zdzisław" :-D

Jakubł napisał/a:

Myślałem, że jesteś za wolnym rynkiem


Wolny rynek nie równa się akceptacji dla wszystkiego.
To, że jestem za dostępem do broni, nie znaczy, że bezrefleksyjnie każdemu Sebixowi sprzedawałbym miny przeciwpiechotne.

Tigranes napisał/a:

Tu raczej chodzi Skarbówce o to, że kupczenie starożytnymi sekretami jest oznaką braku szacunku dla tych sekretów. W końcu tajemnice szamanów to nie dywany na bazarze.


Dokładnie o coś takiego mi chodzi - polscy szamani, to tak śmiesznie i komercyjnie brzmi.
Wyobrażasz sobie Międzynarodową Federację Picia Ayahuasci? :-D
 

  

Jakubł  

Stały User

Goldberg



Imię: Jakub

Wiek: 21

Dołączył: 27 Lis 2015

Skąd: Warszawa

   

Wysłany: 2017-03-18, 20:16   

$karbówka napisał/a:

Być może.
Jednak zawsze mnie bawi, jak widzę plakaty, a tam: "Poznaj sekrety chińskiej sztuki walki, kontroluj energię chi, medytacja, zen... już za marne 60zł za godzinę, zajęcia prowadzi mistrz Zdzisław"



Nie no masz rację, natomiast tak musiałbyś pół świata przelecieć, żeby zrobić to w dobrych warunkach. Na pewno udanie się do Mistrza Zdzisława jest lepszym rozwiązaniem niż kupienie i wypicie na własną rękę. ;)

Tigranes tak się rozpisał, że się poczułem jak dziennikarz tabloidów z tymi swoimi kilkoma zdaniami ^^
_________________
Pozdrawiam.
 

Biały diabeł  

Hiper wymiatacz



Wiek: 22

Dołączył: 16 Maj 2012

Skąd: z Polski

   

Wysłany: 2017-03-18, 23:43   

narkomańskie ścierwo
_________________
Lepiej być martwym niz czerwonym
 

Tigranes  

Hiper wymiatacz



Dołączył: 09 Kwi 2012

Skąd: wiesz?

   

Wysłany: 2017-03-19, 09:36   

Jakubł, to może napiszesz coś więcej? Czy też w którymś momencie miałeś bad trip, czy cały czas czułeś tylko błogość transcendencji?

Biały diabeł, nie wiesz o czym piszesz. Gdybyś miał choć podstawową wiedzę w temacie, to wiedziałbyś, że psychodeliki nie uzależniają, i że od tysięcy lat używa się ich jako leków. Tak jak LSD stosowano w psychoterapii, zanim hipisi zaczęli go używać na szeroką skalę i władza postanowiła go zdelegalizować, bo nienawidziła hipisów i nie podobało jej się, że hipisi podważają autorytet władz. I wiedziałbyś, że większość psychodelików nie jest toksyczna.

No ale jak ktoś opiera się na ignorancji i uprzedzeniach, to wychodzi właśnie takie coś jak u ciebie.
 

Jakubł  

Stały User

Goldberg



Imię: Jakub

Wiek: 21

Dołączył: 27 Lis 2015

Skąd: Warszawa

   

Wysłany: 2017-03-19, 19:56   

Tigranes napisał/a:

Jakubł, to może napiszesz coś więcej? Czy też w którymś momencie miałeś bad trip



Miałem bad trip i to nie byle jaki. Stwierdziłęm, że wezmę kwasa i zacznę pisać scenariusz (bo generalnie chcę zostać scenarzystą, albo youtuberem w przyszłośći - coś w tym stylu) napisałem chyba z 5 scenariuszy w tym czasie (takich na 5minutowy filmik), ale zacząłem się zastanawiać jak to nagram, przecież jestem słabym montażystą, aktorem itd. Kiedy dotarło do mnie, że wcale nie jestem super i muszę się tyle nauczyć, dopadła mnie totalna prokrastynacja i depresja na dobre 2 miesiące. Rodzice nawet stwierdzili, że powinienem brać antydepresanty i używałem ich kilka miesięcy (zupełnie niepotrzebnie), wkręciłem sobie, że jestem słaby i długo to trwało. Dlatego mówię, że może Ci to bardzo pomóc, albo zaszkodzić, zależy jaki masz nastrój i jakim człowiekiem jesteś.
_________________
Pozdrawiam.
 

Damn  

Pogromca postów

Queen Dude



Wiek: 21

Dołączyła: 10 Kwi 2010

Ostrzeżeń:
 1/3/6
   

Wysłany: 2017-04-23, 18:50   

Jak czytam o waszych fazach to przestaję wierzyć że cokolwiek dobrego może z tego wyjść. Coś takiego przestawia klepki.
_________________

If you don't wanna see that sunset,
stop looking in a demon's eye

Temporarily online
 

Tigranes  

Hiper wymiatacz



Dołączył: 09 Kwi 2012

Skąd: wiesz?

   

Wysłany: 2017-04-24, 10:30   

Damn napisał/a:

Coś takiego przestawia klepki.


Tylko pozornie. Cokolwiek czujesz w trakcie sesji, działa to koniec końców oczyszczająco. Po ceremonii, przez ok. dwa tygodnie czujesz się jak nowo narodzona. I absolutnie nic Cię nie wkurza, nic nie jest w stanie wyprowadzić Cię z równowagi. Jesteś wyluzowana, wolna, szczęśliwa, w świetnym nastroju i humorze, pozytywnie nastawiona do wszystkiego. Taki właśnie jest efekt końcowy działania tego wywaru.
Owszem, sama sesja ayahuaski jest doświadczeniem ekstremalnym, podczas którego czujesz się bardzo dziwnie, tak że nawet nie potrafiłabyś sobie wyobrazić, że człowiek może czuć się aż tak dziwnie i niezwyczajnie. Fluktuacje czasoprzestrzeni i świadomości, jakie czujesz, są niewyobrażalne. Ale nie wariujesz i nie pozostaje Ci od tego żadna trauma - wręcz przeciwnie, pozbywasz się traum i całego bagażu emocjonalnego.

Zresztą przynajmniej część doznań, jakich doświadczasz podczas takiej ceremonii, jest nieziemsko przyjemna i absolutnie mistyczna i transcendentna. W pewnym momencie czujesz, jak jesteś zalewana nieskończoną rzeką dobra, bezwarunkowej miłości i wszechpotężnej, nieskończonej mądrości. Jak stajesz się doskonałą pełnią bytu. Jak całkowicie dostrajasz się do Wszechświata i do Absolutu. Jak jesteś rozpłynięta w całym Wszechświecie i jednocześnie masz w sobie cały Wszechświat. Jak jesteś wszystkim i wszystko jest Tobą. To uczucie jest tak boskie, że nie ma nic cudowniejszego. Może trudno to pojąć komuś, kto myśli o tym innymi kategoriami, ale naprawdę: uczucie zaniku indywidualnej egzystencji i osiągnięcia jedności z Wszechświatem jest najprzyjemniejszą rzeczą, jakiej można doświadczyć. A przy tym wszystkim doznajesz głębokich stanów wglądu, olśnień i odpowiedzi na pytania, które Cię najbardziej nurtują. Taka sesja pomaga Ci stać się najlepszym człowiekiem, jakim możesz być.
Nie da się wyjaśnić tego słowami, bo tych stanów nie oddadzą żadne słowa. W każdym razie możesz być pewna, że jeśli się na to zdecydujesz i weźmiesz udział, to nie pożałujesz.

Po ceremonii wszystko wraca do normy, percepcja jest taka jak przedtem - jednak nadal czujesz, że jesteś pełna miłości, wewnętrznego spokoju, harmonii i radości.
Dużą rolę odgrywa nastawienie. Ważne, żeby przed ceremonią zaufać ayahuasce i szamanowi i się nie bać.
 

Kotek Burasek  

User

Kotek



Imię: Burasek

Wiek: 14

Dołączył: 25 Kwi 2017

Ostrzeżeń:
 6/3/6
   

Wysłany: 2017-04-26, 00:09   

Cytat:

Cokolwiek czujesz w trakcie sesji


Opisujesz zjawiska jakby z metafizyki.
Jakie aprioryczne formy poznania w tym brały udział?
Które z instancji poznania dały ci pewność jej prawdziwości?
Tylko te pochodzące od zmysłów?
 

Tigranes  

Hiper wymiatacz



Dołączył: 09 Kwi 2012

Skąd: wiesz?

   

Wysłany: 2017-04-26, 10:32   

Kotek Burasek napisał/a:

Które z instancji poznania dały ci pewność jej prawdziwości?
Tylko te pochodzące od zmysłów?


Człowiek zawsze może polegać tylko na swoich zmysłach. Więc musi na nich polegać, innego wyjścia nie ma. Jasne, że ludzka percepcja jest bardzo ograniczona i ludzie odbierają tylko mały wycinek rzeczywistości. Wiadomo, że ludzie np. nie słyszą ultradźwięków ani infradźwięków, nie widzą koloru podczerwonego ani ultrafioletowego itd.
Jednak to, że podczas sesji z ayahuascą czułem się dosłownie zalewany nieskończoną rzeką miłości i dobrych uczuć, a po tym, gdy wywar przestał działać, nadal przez wiele dni czułem te dobre uczucia, w naturalny sposób skłania do wyciągnięcia wniosku, że te doznania nie były tylko złudzeniami ani urojeniami, tylko że musiały być w jakiś sposób prawdziwe. Że coś w tym musiało być.
A psychodeliki rozszerzają świadomość i percepcję. I naprawdę pomagają lepiej poznać własny umysł i oczyścić się z negatywnego bagażu emocjonalnego. Nie ma mowy, żeby była to tylko siła sugestii, bo sugestia nie jest tak potężna i nie utrzymuje się tak długo.
 

Kotek Burasek  

User

Kotek



Imię: Burasek

Wiek: 14

Dołączył: 25 Kwi 2017

Ostrzeżeń:
 6/3/6
   

Wysłany: 2017-04-26, 12:43   

Cytat:

Jednak to, że podczas sesji z ayahuascą czułem się dosłownie zalewany nieskończoną rzeką miłości i dobrych uczuć, a po tym, gdy wywar przestał działać, nadal przez wiele dni czułem te dobre uczucia, w naturalny sposób skłania do wyciągnięcia wniosku, że te doznania nie były tylko złudzeniami


No tak, doznania pewnie były prawdziwe pytanie tylko, o twoją percepcję a opisywanie rzeczy transcendentnych.
Innymi słowy, substancja ta może wywoływać poczucie radości z życia.
A ja ciebie pytam o przede wszystkim o twój aposterioryzm.
W sensie epistemologii.
Czy potrafisz odróżnić wizję własnego umysłu od rzeczywistości?
Wyrażasz przekonanie, że odczucia twojego ciała wynikały z działania tej substancji na umysł , czy wręcz wierzysz, że pomogły raczej pokazać ci rzeczywistość?
Czy jako człowiek wierzący w życie po śmierci ciała fizycznego, traktujesz to co przezyles, jako noeze?

Cytat:

Jak czytam o waszych fazach to przestaję wierzyć że cokolwiek dobrego może z tego wyjść. Coś takiego przestawia klepki.


Jaki empiryzm z twojej strony za tym stoi?
Skąd wiesz, że owe rytuały przy użyciu tej substancji, posługując się już twoim ubogim w egzemplifikacje i określniki, stwierdzeniem, "przestawiają klepki"?
Posiadasz jaką rzetelną wiedzę na temat kultur andyjskich i fitochemii roślin, które używali do rytuałów?
Jesteś ekspertem od psychologii, psychiatrii?
Mam wrażenie, że zabierasz głos w temacie o którym nie wiesz nic.
 

  

Forum młodzieżowe e-Mlodzi.com