Witam. Jestem tutaj zupełnie przypadkiem, niestety nie gwarantuję, że zagoszczę tutaj na dłużej. Zależało mi jednak na opinii większej grupy osób na temat mojego opowiadania. Jestem dopiero początkującą pisarką, mam nadzieję, że to zajęcie stanie się moją pasją i będzie przynosić radość nie tylko mnie, ale i czytelnikom :) Jest to dopiero pierwszy rozdział opowiadania.
------------------------
Zamieszkująca Lublin nastoletnia dziewczyna bardzo burzliwie przechodzi okres dojrzewania. Niestety rodzice nie wspierają jej - ojciec jest alkoholikiem co jest powodem ciągłych zgrzytów między rodzicami. Dziewczyna narażona jest na duży stres, który powoli zaczyna nad nią górować. Pewnego dnia nie wytrzymuje i żąda pozwolenia na wyjazd do ciotki, do małego nadmorskiego miasteczka na całe wakacje. Jeszcze nie wie, że spotka ją tam seria niewiarygodnych wydarzeń, które będą mały istotny wpływ na jej dalsze życie.
------------------------
Leżałam samotnie w pokoju. Znowu. Wpatrywałam się w drewniany sufit, analizowałam każdy szczegół postaci na plakatach pokrywających całą ścianę przy łóżku. Zerkałam przez okno i czułam, że zaraz to się wydarzy. To, co nieuniknione. Ojciec wrócił z pracy. Z napięciem czekałam na wybuch furii.
Słyszę ostrą wymianę zdań. Głosy stają się coraz głośniejsze, coraz bardziej słyszalne.
- Wiecznie masz do mnie o coś pretensje! - krzyczał ojciec.
Jego głos przesycony był jadem i kipiącym gniewem, zwykle bezpodstawnie. Rzucał przekleństwami jak opętany. Miałam przed oczami jego zaczerwienioną twarz wykrzywioną gniewem, zaciśnięte szczęki. Był to widok, który towarzyszył mi od kiedy pamiętam. Dziękowałam tylko, że gniew nie był kierowany przeciwko mnie, jednak miał istotny wpływ ma moją psychikę.
Rodzice kłócili się kilka razy dziennie, czasem omal nie dochodziło do rękoczynów. Nawet teraz, w moje szesnaste urodziny, rodzice nie byli w stanie się opamiętać.
- Zejdź mi z oczu! - usłyszałam roztrzęsiony głos matki.
Potem kroki. Oczami wyobraźni widziałam, jak matka wychodzi na balkon zapalić papierosa, a ojciec rozsiada się w rozklekotanym fotelu, rzucając pod nosem siarczyste przekleństwa pod adresem mamy.
Oddycham głęboko. Zamykam oczy i próbuję przegonić złe myśli. Bez powodzenia.
Postanawiam włączyć komputer i poszukać wsparcia u internetowych przyjaciół. Wiedziałam, że zbyt poważnie traktuję wirtualny świat. Często zaniedbywałam przez to moją przyjaciółkę Alę. Jest starsza ode mnie o rok. Szkoła i inne obowiązki zajmują jej prawie cały wolny czas, dlatego nawet jeśli ma trochę luzu, to nie mogę siedzieć jej cały czas na głowie.
Skończyłam rozmyślania, udało mi się trochę uspokoić oddech i roztrzęsione ręce. Podniosłam się.
Jęknęłam. Zakręciło mi się w głowie, przed oczami zobaczyłam fioletowe plamy, a serce załomotało gwałtownie. Zakryłam dłońmi twarz, aby przeczekać atak.
Westchnęłam. Od długiego czasu towarzyszyły mi tego typu sytuacje. Internetowy kolega wytłumaczył mi, że to dlatego, iż organizm nie rozwija się tak szybko jak ciało. A ja urosłam niezwykle szybko. Uznałam, że ma rację.
Wyszłam do przedpokoju. Stąpałam zamyślona po kolorowym dywanie, wśród jasnożółtych ścian obwieszonych portretami członków mojej rodziny. Rzadko zwracałam na nie uwagę.
Cicho jak myszka, aby nie zwracać na siebie uwagi rodziców, wśliznęłam się do pokoju z zieloną wykładziną. To właśnie ze względu na tę wykładzinę, nazywałam go "zielonym pokojem". Włączyłam komputer i rozmowy internetowe pochłonęły mnie bez reszty.
W tym czasie ojciec wyszedł przed dom, do ogrodu, gdzie zwykł przesiadywać w słonecznie dni. Mama zawędrowała do swojego pokoju, komputera i gier on-line.
Dzwoni moja komórka. Sięgam po nią leniwie. To Ala! Jestem zachwycona:
- Halo?
- Hej, [imię]. Masz ochotę wybrać się na imprezę? Jutro o 20.00, w klubie Blueberry. - była wyraźnie podekscytowana.
Z kolei mój entuzjazm nagle wyparował.
- Wiesz... - zaczęłam niepewnie. - Miło, że mnie zapraszasz, ale... nie... nie, raczej nie skorzystam.
- Ojej, a czemu? - w jej głosie dało się słyszeć rozczarowanie.
- Po prostu nie jestem dzisiaj w nastroju, przepraszam. Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz.
- Nie, skąd. - Ala zaśmiała się, jednak zabrzmiało to nieco... wymuszenie. - No to pa.
- Pa, miłej zabawy. - starałam się, aby głos brzmiał beztrosko. Nerwowo bawiłam się sznurkiem od mojej ulubionej czerwonej bluzy z napisem "Smiley world"... akurat.
- Dzięki.
Sygnał przerwany. Westchnęłam i odłożyłam komórkę na biurko. Patrzyłam niewidzącym wzrokiem w ekran komputera i zastanawiałam się nad sobą. Ostatnio często popadałam w zamyślenie.
Miałam wyrzuty sumienia, że po raz kolejny odmówiłam Ali pójścia na imprezę. Właściwie zaprzeczałam sama sobie, bo chciałam spędzać z nią czas, ale często odmawiałam spotkania. Robiłam to zawsze wtedy, gdy w grę wchodziła impreza, dyskoteka lub inne zabawy. Od dawna starałam się unikać takich wyjść. Bałam się tłumów nieznajomych twarzy, czułam się osaczona i zagubiona. Wiele osób uznałoby mnie za dziwoląga, ale ja naprawdę nie jestem w stanie nic na to poradzić. Byłoby to wbrew mojej psychice.
A tak właściwie, nigdy nie próbowałam się zmieniać. Lubiłam samotnie rozmyślać albo spotykać się sam na sam z Alą, aby szczerze pogadać, pozwierzać się i pomagać sobie nawzajem. To mi wystarczało, a wygadanie się sprawiało, że spadał mi kamień z serca.
Z zamyślenia wyrwał mnie hałas dochodzący z piwnicy. Zamarłam. Podświadomie domyślałam się, co mogło się stać. Serce zabiło mi jak oszalałe. Przez głowę przebrnęła mi myśl, że kiedyś moje, i tak już obciążone serce, nie wytrzyma.
Gdy tylko odzyskałam zdolność trzeźwego myślenia, zerwałam się z miejsca omal nie przewracając krzesła i pobiegłam do piwnicy przeskakując co kilka stopni na schodach.
Z impetem otworzyłam drzwi do garażu, gdzie zobaczyłam ojca leżącego na płytkach.
- Mamo! - wydarłam się rozpaczliwie, rzuciłam się na kolana obok taty i sprawdziłam puls. Byłam pewna, że jest nieprzytomny, jednak ten rozchylił powieki i spojrzał na mnie przekrwionymi oczami:
- [imię]... Co... Co ty robisz? - wybełkotał, po czym uśmiechnął się żałośnie, odsłaniając rząd zepsutych od dawna zębów. Jego oddech przesiąknięty był odorem alkoholu. - Przewróciłem... się tylko...
Nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam na człowieka, który w moim mniemaniu sięgnął dna. Patrzyłam na jego obrzękniętą, czerwoną twarz. Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Nie próbowałam ich powstrzymywać.
Cofnęłam się z odrazą i patrzyłam z rosnącą rozpaczą na niezdarne starania ojca, aby wstać z podłogi.
- Mariusz! - to był krzyk matki.
Nie spojrzałam na nią. Wbijałam wzrok, wbrew sobie, w zamgloną sylwetkę ojca. Łzy kapały mi na czerwoną bluzę, z gardła wyrwał się wstrzymywany szloch. Miałam dość.
Poczułam obejmujące mnie ramię matki, gdzieś z daleka słyszałam jak mówi, żebym na to nie patrzyła, że musimy iść. Poddałam się, gdy zaczęła ciągnąć mnie w stronę drzwi. Miałam wrażenie, że serce mi pęknie. Obraz ojca oddalał się. Widziałam jego twarz wykrzywioną w obleśnym uśmiechu pijaka, gdy nagle wszystko spowiła ciemność. Zapadałam się w nicość.
Opowiadanie same w sobie dobre. Nie znalazłam żadnych błędów i tego typu "kwiatków". Na Twoim miejscu wstęp napisałabym w innym czasie, ale tak to nie mam zastrzeżeń :)
Ps: Mogę wiedzieć ile masz lat?
_________________ Możesz lubić życie jakie prowadzisz,
Możesz prowadzić życie jakie lubisz,
Możesz nawet poślubić Harry’ego,
Ale zabawiać się z Ike’iem.
_________________ Możesz lubić życie jakie prowadzisz,
Możesz prowadzić życie jakie lubisz,
Możesz nawet poślubić Harry’ego,
Ale zabawiać się z Ike’iem.
Mi się nie podobało, dziwne jakieś, a na pewno nie wciągające. Cóż, może po prostu wielkie angsty nie są dla mnie.
Zresztą fabuła przewidywalna, bohaterka mdła i nic się ogólnie nie dzieje.
Narracja leży i kwiczy. Jakoś dziwnie to wyszło. Takie niepasujące. Ten czas teraźniejszy mnie przeraża.
Cytat:
Zerkałam przez okno i czułam, że zaraz to się wydarzy. To, co nieuniknione. Ojciec wrócił z pracy.
*W tle słychać Marsz Imperialny.* Dawno, dawno temu, w odległej mieścinie na naszą bohaterkę czekało to co nieuniknione - niegodziwy rodziciel wracał z pracy. Sama musi stawić czoło swojemu losowi.
Cytat:
Dziękowałam tylko, że gniew nie był kierowany przeciwko mnie, jednak miał istotny wpływ ma moją psychikę.
Jakoś tego nie widać.
Cytat:
Jęknęłam. Zakręciło mi się w głowie, przed oczami zobaczyłam fioletowe plamy, a serce załomotało gwałtownie. Zakryłam dłońmi twarz, aby przeczekać atak.
Westchnęłam. Od długiego czasu towarzyszyły mi tego typu sytuacje. Internetowy kolega wytłumaczył mi, że to dlatego, iż organizm nie rozwija się tak szybko jak ciało. A ja urosłam niezwykle szybko. Uznałam, że ma rację.
Dramatyzacja na siłę. Mam ochotę skomentować to jako "wt?!".
Cytat:
Byłoby to wbrew mojej psychice.
Psychika tu, psychika tam, a bohaterka charakteru jak nie ma, tak nie ma.
Cytat:
Z zamyślenia wyrwał mnie hałas dochodzący z piwnicy. Zamarłam. Podświadomie domyślałam się, co mogło się stać. Serce zabiło mi jak oszalałe. Przez głowę przebrnęła mi myśl, że kiedyś moje, i tak już obciążone serce, nie wytrzyma.
Po cytacie pierwszym i tym oto fragmencie dochodzę do wniosku, że ona jest jasnowidzem.
Końcowy dramatyzm jest da mnie niezrozumiały. O co jej właściwie chodzi, co? Ma żal, że ojciec się jednak nie zabił?
Ok, będzie dalsza część? Z miłą chęcią zobaczę, czy i jak się poprawisz.
Oby Twój warsztat był coraz lepszy, bo nie jest źle ^^"
Powodzenia.
Hm... No to ładnie mnie Taiga podsumowała. Nie dopatrzyłabym się tych błędów sama... dzięki. Ale czy na pewno nie jesteś w stanie, Taigo, dopatrzeć się w tym opowiadaniu jakichkolwiek pozytywów? Czy mam rozumieć, że "bo nie jest źle ^^" " było napisane jako drwina?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum