Tej, ludzie, jak byłam w 6 klasie to wraz z 3 przyjaciółkami zaplanowałyśmy wielka ucieczkę na Antarktydę. Tak na Antarktydę. a że na Antarktydzie zimno, to pójdziemy przez Afrykę. Planowania było chyba z 2 tygodnie. drukowałyśmy w bibliotece szkolnej mapy, była zrzuta na konserwy, kupiłysmy kompas, nóż kuchenny. Zaangażowałyśmy kolegów. i gdy mieliśmy rusza, potajemnie spakowani, zaczął lac deszcz. No to przełożyłyśmy wycieczkę na 2 dni później. nie chcialo nam sie bagarzu dźwigac to wzięłysmy kasę. Byłyśmy chyba z 5 km od rodzinnego miasta, a tu jedna że musi by na kolację w domu, druga że nas ktoś porwie, a mi sie żal zrobiło, bo mój brat miał wtedy kilka miesięcy ;].
No odnośnie czasów teraźniejszych - 2 razy poważnie zawiodłam zaufanie rodziców. Jestem ograniczona do zera teoretycznie, ale praktycznie jest lzej. I czasem miło jest tak pofantazjowa o takim kilkudniowym gigancie ;] Do realizacji ostatnio o mało nie doszło bo mialam 2 stówy w kieszni, autobus do Szczecina odjeżdżał za kilka minut, ale po chwilowym głębszym namyśle - głupota.
Pewnie, jak byłem małym gówniarzem i jeszcze byłem głupi, to myślałem kilka razy, ale tylko na myśleniu się skończyło. Całe szczęście. Zresztą nie miałem, aż tak wielkich powodów by robić wielką ucieczkę z domu niczym więźniowie z obozu. Przeważnie takie myśli przychodziły gdy w domu była kłótnia, i oczywiście zawsze wtedy rodzice byli górą. Pojawiało się "a gdyby tak uciec i im pokazać!", choć w głębi serca wiem, że moja mama, tata zresztą też martwiliby się. A sam pewnie niezbyt dobrze bym się czuł, że przyprawiłem im taki numer...
Co myślę o samej ucieczce ?
Niektórzy mają różnie w życiu i sytuacja ich zmusza do podjęcia takich działań by nie zostać zmaltretowanym przez pijanego ojca czy też nie skończyć w więzieniu za zabicie któregoś z rodziców podczas kłótni rodzinnej.
Gorzej jak się wpadnie z deszczu pod rynnę i dziewczyna, która uciekła skończyła na dworcu tudzież została wykorzystana do prostytucji. Nie pochwalam takich wybryków, lecz teoria swoje, a życie swoje.
Moim zdaniem ucieczka z domu to bardzo głupie rozwiązywanie jakichkolwiek problemów.
To po części wina rodziców, kłótnie w rodzinach się zdarzają, czasami jest tak, że rodzice zamiast wytłumaczyć coś dziecku, krzyczą na nie, biją itp. A dzieci czują się w takich sytuacjach bardzo źle, i przez ucieczkę z domu chcą się przekonać czy rodzicom jeszcze na nich zależy. Zaczyna się od krótkich ucieczek trwających dzień, a kończy na dłuższych trwających kilka tygodni, i potem są nieszczęścia. To też jest błąd rodziców, bo źle postępują , karząc dziecko na przykład biciem, po powrocie do domu.
Ja nigdy nie myślałam o ucieczce z domu, nie miałam do tego powodów.
_________________ Jęczeć nad minionym nieszczęściem to najlepszy sposób, by przyciągnąć inne.
Uciekanie z domu jest głupie, ale zależy jakie są tego powody.
_________________ któregoś dnia może mnie nie być po prostu załóż
przypomnisz mnie sobie
ale nie czuj żalu,
życie się będzie toczyć i tak pomału,
wytrzesz z łez oczy MNIE NIE ŻAŁUJ!
Uciec z domu? A po co? To najgłupsza rzecz jaką dzieciak może zrobić. Jak długo da radę sam? Dzień? Dwa? Godzinę? To bez sensu. Jakby nie patrzeć "uciekają" osoby niesamodzielne, zależne od rodziców (rodzice utrzymują, opiekują się), więc jak taka osoba wyobraża sobie dalsze życie?
Wiem, że nie każda rodzina jest taka jaka powinna być, ale...
_________________ Uśmiechnęła się uśmiechem, w który włożyła wszystko to, co postanowiła przemilczeć.
Imię: Łukasz
Wiek: 18 Dołączył: 05 Maj 2010 Skąd: Z mitow
Wysłany: 2010-08-24, 08:51
Ucieczka z domu czemu nie?Ale tylko 1 warunek musisz powrócić
Na pewno podczas ucieczki poczujesz ulgę i szczęście(tymczasowo)a potem (nie zawsze zależy jak kto na to patrzy)smutek itp. Ucieczka daje do myślenia rodzicom i temu kto ucieka aby przemyśleć różne sprawy.Ale rzadko kto myśli przed ucieczką jakie będą konsekwencje.
Bo się nie ma innego wyjścia, bo się już w domu nie wytrzymuje.
Ziel0na napisał/a:
To najgłupsza rzecz jaką dzieciak może zrobić.
Uwierz mi są głupsze
Ziel0na napisał/a:
Jak długo da radę sam? Dzień? Dwa? Godzinę?
Oj ty to chyba nie samodzielna. Ja jakoś miesiąc wytrzymałam bez problemu
Ziel0na napisał/a:
To bez sensu.
Jakiś sens to ma. Można przemyśleć co nie co i dać do myślenia innym.
Ziel0na napisał/a:
Jakby nie patrzeć "uciekają" osoby niesamodzielne, zależne od rodziców (rodzice utrzymują, opiekują się), więc jak taka osoba wyobraża sobie dalsze życie?
Nie każda osoba nieletnia jest zależna od rodziców. Ja się sama prawie utrzymuje a opieki też nad sobą jakiej tam nie czuje.
hmm.. ja uciekalam z domu 6 razy. mialam o tyle dobrze ze moi rodzice od 6 lat nie mieszkaja razem wiec mieszkalam u taty.. za pierwszym razem mieszkalam u niego 2 tygodnie. a nastepnymi razy przez weekend. za ktoryms razem po interwencji policji zostalam u ojca na stale. mieszkam juz z nim 10 msc. :)
Jak byłam mała to uciekałam kilkakrotnie. Dobiegałam do końca mojej dużej działki i się wracałam do domu, bo fochy mi przeszły.
_________________ Nie ma już nic.
I już nic nie spotka nas.
Nie ma w niebie naszych gwiazd
Kolejny raz,
Świat zatoczył z nami krąg.
Wyrwał wiarę z naszych rąk,
Nie ma już nic.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum