Panel logowania

Nie masz jeszcze konta na e-Mlodzi.com?

Zarejestruj się!

Zapomniałeœ hasła?

Przypomnij je

Autor

Wiadomość

$karbówka  

VIP

Najwyższy Autorytet



Dołączył: 08 Paź 2013

   

Wysłany: 2017-05-13, 13:41   

philosophus napisał/a:

Nie całe dywizje, ale brygada w przemarszu czy zluzowana to już mogła, albo na froncie włoskim obsadzali jakiś odcinek i całymi dniami nie mieli w ogóle kontaktu z nieprzyjacielem, wyjąwszy rozpoznanie (jeżeli nie bali się go przeprowadzać, bo i takie historie się zdarzały).


Heh, ale zawsze znajdziesz jakąś jednostkę, która nie bierze udziału w walkach, albo po prostu jest jednostką typowo tyłową.
Przykładowo odcinek od San Remo do Mont Blanc, tam faktycznie prawie nic się nie działo, mimo bezpośredniej linii kontaktu z wrogiem.
Natomiast to nie jest tak, że się nic nie dzieje i wszyscy na danym froncie mają wakacje - nawet na wydawałoby się statycznym froncie włoskim od września 1944 do marca 1945 walki się toczyły, jak nie na Linii Gotyckiej, to z partyzantami włoskimi.
Zawsze coś się dzieje, tylko nie zawsze każdy w tym bierze udział.

philosophus napisał/a:

Z czego prawie wszystkie chybiły celu.


Porównując zużycie amunicji do strat Armii Czerwonej na tym odcinku, można powiedzieć, że 2% pocisków było skutecznych.
Czyli 40 tys. ofiar po stronie ZSRR, w ciągu zaledwie 10 dni - to odpowiednik 2,5 dywizji lub dobrego korpusu - podczas okresu w którym oficjalnie nie prowadzono ataku.
To, jak na tak zwany spokojny odcinek jest całkiem "zacna" ilość i jakos dziwnie duzo, jak na "potyczki miedzy zdeterminowanymi patrolami."
;)

philosophus napisał/a:

No właśnie na froncie wschodnim działy się takie rzeczy. Do wsi w której mieszkała babcia mojego znajomego, przychodzili Niemcy i Sowieci kupić (!) jedzenie i udawali że się nie widzą. Chyba że oficer z nimi był, to wtedy strzelali bardzo niecelnie bo trupy nie padały.


W książce" Krwawy Śnieg" tez są podobne rzeczy opisane, tylko tam Sowieci pod odbiciu wsi, podziękowali wszystkim po swojemu.
Jednak wysnuwanie na podstawie pewnych zachowań (które na froncie długości 2 000 km obsadzonych przez blisko 10 milionów żołnierzy, siłą rzeczy musiały się zdarzyć), iż była to na froncie reguła i między ofensywami panowała sielanka, a wszyscy się starają nie zrobić sobie krzywdy, jest absolutną fantazją.

W takich książkach o I wojnie świtowej to tez sobie siedzą w okopach, i nawet w piłkę grają, do wsi chodzą, a co jakiś czas artyleria, snajperzy, albo ataki gazowe im życie umilają.
Ale tak zasadniczo to się nic nie dzieje, co można by podciągnąć pod raport o zmianie sytuacji, a straty rosną. :oczami:

philosophus napisał/a:

W porównaniu do tego co nam serwuje się w filmach, to potrafiły być.


Aha... no spoko kryterium sobie przyjąłeś... :evil:

philosophus napisał/a:

Odnoszę wrażenie że przeciętne wyobrażenie o wojnie odpowiada temu co się mniej więcej działo na plażach Normandii w D-Day, w środku Bitwy pod Kurskiem, albo podczas operacji Totalize w szeczególnie trudnych momentach.


Filmy są robione dla przeciętnego widza, i mają go czymś przyciągnąć.
Jak nie akcją, muzyką, rozwałką to czym?
https://www.youtube.com/watch?v=S8qmuTIqsZk - chciałbyś pewnie odwrotnie, ale gość ma rację.

philosophus napisał/a:

Tymczasem sytuacja wahała się od piekła i chaosu, do pograżania sobie siekierą i odchodzenia w spokoju.


1. To, że sytuacja się zmienia to jest jasne, i , że są dni spokojniejsze to chyba dla każdego powinno być oczywiste.
2. Istnieją nawet tak skrajne sytuacja jak front pod Quinto-Azalia w czasie hiszpańskiej wojny domowej, gdzie przez 2 lata się prawie nic nie działo, a Republikanie i Nacjonaliści nawet wspólnie hodowali zwierzęta czy doglądali sadów z owocami - w większości odcinków jednak się zabijano na pełnym gazie i bez litości.
Jak pisałem zdarzają wyjątki i przypadki bratania na froncie, ale to jest rzadkość.
I to tez w dużej mierze zależy od tego kto i z kim walczy, bo o ile w przypadku Afrika-Korps, a Brytoli można liczyć na jakieś wzajemne życzliwości, to już oczekiwanie tego samego przez Australijczyków od Japończyków czy Serbów przez Ustaszy jest naiwne.

philosophus napisał/a:

Podobną sytuację widzimy w nagraniach ze współczesnych konfliktów. Czołg sobie strzela, właściwie nie wiadomo do czego, jakiś amerykanski transporter wali z CKMu w coś co jest w kij daleko i w ogóle nie widać kto tam siedzi, wypruwa setki pocisków, a potem nierzadko się okazuje że ogóle nikogo nie trafił.


Akurat te obecne konflikty są albo toczone przeciw siłom paramilitarnym, albo z wykorzystaniem jednak niewielkich sił lądowych, i są to jednak w porównaniu do wielkich wojen XX wieku, podchody. (nie licząc oczywiście tradycyjnego mordowania cywilów)
Taka wojna w Zatoce Perskiej to tez ledwie było parę dni akcji dywizji zmechanizowanych i pancernych. (mimo wszystko intensywnej i dynamicznej walki między czołgami)
90% sprawy załatwiło lotnictwo, a wojska lądowe czekały.
Jednak ledwie 5 lat wcześniej miałeś klasyczną wojnę pozycyjną Irak-Iran, gdzie tysiące ludzi ginęło w atakach niczym z I wojny światowej.

philosophus napisał/a:

Wojna to w dalszym ciągu walka, a nie egzekucja przed plutonem.


Zależy która, bo są takie, że specjalnie się nie różnią.
Tych 20 tysięcy zabitych pierwszego dnia nad Sommą, pewnie różnicy nie odczuło.
Albo Rosjanie w 1916 nad jeziorem Narocz, albo Japończycy w wielu głupich atakach na Pacyfiku, albo siły ANZAC pod Gallipolli w 1915, albo armia USA w 1862 pod Fredericksburgiem (to właściwie było spotkanie paru brygad z plutonami egekucyjnymi)... :]

philosophus napisał/a:

Powstanie Warszawskie to było piekło, a sam mnie pouczałeś że gdyby Niemcy chcieli to by ich rozwalili w tydzień


Nie pouczałem Cię, bo o ile pamiętam zdanie co do wydarzeń z Warszawy z tego okresu, mamy podobne, tylko zaznaczyłem, że tak to by się skończyło, gdyby Niemcy rzucili poważne jednostki do tłumienia powstania.
No, po zatrzymaniu Sowietów pod Wołominem, pod koniec sierpnia, mogli już przerzucić jakieś frontowe jednostki.
Zrobili to jednak dopiero 23 września, ledwie wysyłając cześć dywizji, która zdobyła 3 dzielnice w tydzień i pozamiatała powstanie.

Tylko nie wiem jaki to ma mieć związek i z czym?

btw. tak mnie zastanawia co by było gdyby jednak Niemcy postanowili oddać powstańcom stolice, i pozwolić im przejąć władze - niezła spina musiałaby się wywołać w Londynie, między sojusznikami.

philosophus napisał/a:

i że życie seksualne powstańców miało się dobrze


A to?
Jaki to ma według ciebie wpływ na decyzje OKW o wysyłaniu elementów 5 Dywizji SS "Wiking"? :-D
 

Forum młodzieżowe e-Mlodzi.com