Panel logowania

Nie masz jeszcze konta na e-Mlodzi.com?

Zarejestruj się!

Zapomniałeœ hasła?

Przypomnij je
Najnowsze tematy:
Siemka (2)
Hey (2)

Autor

Wiadomość

Jessie77

User


Dołączył: 22 Wrz 2018

   

Wysłany: 2018-09-22, 22:49   miłość?

Witam. Przepraszam za błędy, za chaos. Nie wiem jak zacząc … wierze że są tu osoby które wypowiedzą się obiektywnie, doradzą przez swój bagaż życiowy albo przęzyły to co ja.
Z M. po kilkuletniej, burzliwej znajomości zdecydowaliśmy się na związek. Wierzylismy że to będzie najlepsze wyjście. To była najlepsza decyzja. M. twierdził ,że nigdy nie czuł czegos takiego, ze kocha bezgranicznie, ze jestem najwaznisjza i jestem sensem jego zycia, beze mnie by ggo już nie było. Ja- czułam to samo. Byliśmy jak dwie połwki jabłka. Zatraciłam się w nim, wpoiłam w niego. Był dla mnie najważniejszy, od zawsze byłam w stanie poswiecic dla niego wiele.Zrobiłabym wszytsko by być z nim, nikt nie stanąłby mi na przeszkodzie.
Dodam, ze jestem trudną osoba… tak mysle. Jednak wierzyłam że można mnie pokochać i mogę być szczescliwa. Pozory. Jakiś pech, karma która nie wiadomo za co i skad przyszła zmieniła wsyztsko.
Przez swoje popapanie, humory, fochy…jakas depresje chyba nie dawałam sobie możliwości spokoju, bycia szczesliwa. Na początku zaczęłam wmawiać sobie nieistniejące rzeczy,że nie jestem dość dobra, za gruba, za brzydka ( to przez jego byłe związki, w które szybko wchodził, stosunek idt). Wiem ze jakies wypomiannie przeslzosci która nie powinna mnie obchodzić, nie powinny mieć miejsca.on też nie pozostawał dłużny, bo uderzał w czułe punkty…a zostałam poważnie zraniona…wiedział o tym, bo był przy mnie… Kłocilismy się o drobne rzeczy, które potrwafiły osiagnac epogeum, potrafilsmy zrobić wojne o nic tak na prawde. Często przez swoje fochy , głupie tkesty chciałam mu pokazac jak czasem mnie traktuje i co czuje. Wychodziło inaczej .W pewnym momencie czułam się jak nic nie warta, niedoceniona, niedoceniona i nie zauwazona jako kobieta. Mimo iż fizycznosśc nie była najwaznieszym punktem naszego związku, bojednak przez tyle lat kiwrowalismy się naszym poglądem na swiat, mentalnością… „Psychika” że tak to ujmę. Byliśmy bardzo podbni do siebie.
Błedem okazały się wakacje, które wszytsko zapoczatkwoały i skreslily. Fakt, wyszły drobne kłotnie i nie odzywaliśmy się do siebie przez pół dnia… bo zrobil cos, co wie jak na mnie działa i powiedziałam sobie ze nie odpuszczę teraz, chce zobaczyć jak się zahcowa… niestety, dałam sobie strzal w stope bo efekt był odwrotny. Stwierdizl ze wakacje pokazały mu rzeczy których się bał, ze przestał czuć. Przestałł mnie kochac. Stwierdził ze ostrzegał, ze zachowdza w nim jakies zmiany a ja nie staram się siebie zmienić. Ze nie uznaje kompromisow i musi być tak jak chce ja. Czy osoba która mówi jak bardzo kocha i nawet jakby było zle nigdy ie skreśli związku i będzie walczyc? Czy można odkochać się od tak?
Stwierdził ze jeżeli w ziazku sa kłotnie to jeszcze okej, bo to znaczy ze ludiom na sobie zależy ze chcą cos zmniec, jak jest obojetnosc to już nic nie da rady zmienić. A jednak mowil ze przez takie drobne klotnie granica została przkroczona, wiec jak to odbierać?
Ja wiem ze dużo rzcezy zle zrobiłam, ze czasem nie powinnam skupiać się na tym by wygladac… ale przez swój wygląd tez chciałam jakos by zwrocil na mnie uwagę fizycznie… wiece o co mi chodzi…
ja dużo rzecz darowałam, mowilam sobie okej – przecież nikt nie jest idealny.
Byłma w stanie poswiecic wsyztsko. Prace, studia w weekend i weekend spotkanie z nim. Nawet na chwile, choćby wieczór i spedzic noc wtulona w niego, by poznien rano wrocic do obowiązków. Potrafiłam jechać 250 km by być blisko niego, jakos wszystko pogodzić. Wydawło mi się to normalne i ze tak trzeba, tak to ma wygladac.
Mielismy wspólne plany, miałam zamieszkac w najblizj przyzlosci z nim. Wiedziałam ze to będzie ciężkie, ze z rodzicami będzie ciężko, bo niestety maja odmienne myslenie. A ja wiedziałam czego chce, ze to moje zycie, mój czas. Jestem dorosła, chce zawalczyć o siebie i odciąć się od pewnych spraw, które niestety wiem ze mnie wyniszczają i szkodzą mojej psychice.
A teraz? Teraz twierdzi ze potrzebuje czasu… ale nawet gdyby milo się cos w nim zmienić, to i tak mój dom będzie jego domem, ze chce soedaac ze mna czas bo to kocha gdy się nie klocimy. Zaczełam mieć schizy ze może pisze z tymi koleżankami, woricl do rozmow i szuka szczęścia w nieszcesciu u innej…stwierdził ze on nie chce ukladac sobie zycia na nowo tak ja mysle. Ze gdyby wyszlo ze to koniec, to chce dalej mieć kontakt i poprawiac nasze relacje bo jestem i będę dla niego najwazniejsza. Ze nie chce ukladac sobie zycia na nowo , bo skoro nie wyszlo mu z osoba tak podobna do niego i idelana to nie będedzie w stane być z nikim innym….
Nie wiem co myslec i co robic… Moje serce należy do niego, chce walczyc.. ale nie wiem jak..skoro on się na mnie zamknął. Dodam, że wsyztsko to dzieje się poprzez pisanie smsów, tak rozmawiamy o tych sprawach co dodatkowo mnie irytuje i boli.
Wiem, ze popeliłam błąd i jest moja wina to co się stało. Ale w niektórych sytuacjach chciałam mu pokazac co czuje, ze skoro ja odpuszcam to on tez musi. On widzi swoja wine, ale jednak wszytsko zwala na mnie.
Wiem, że jezlei się kogos kocha to jest się w stanie przetrwać każda burze, że czas leczy rany… a prawdiwa milosc nigdy nie minie…
Albo wsyztsko było kłamstwem, a ja mam co chciałam… albo nie załuguje na to by ktoś mnie kochał, bo nie da się mnie kochac. Dawałam mu dużo milosci. Dawłąm czułość, która nie miałam czasem a chciałam…. Wiem, ze często unosiłam się honorem, obrzałam się… on obrazal o cos co chciał mi doradzić, był zly ze nie jestem niedorajda… a jakas sprawę która rozwiązałam z efektem taki jaki on uwazala za słuszny , rozwiązałam nieco inaczej niż on by to zrobil i o to był zły…
Oddałam mu sowje sere, lecz boje się ze on je już wyrzucił. Uzależniłam się od niego, stał się moim narkotykiem, bez ktorego nie jestem w stanie funkcjonować, przeżyć dnia.
może wsyztsko co robiłam, robiłam źle… bo może zamiast skupiać się na drobnych rzeczachktore były ważne dla mnie nie dostrzegałam tych większych, złych które ciagne przez te mniejsze?
Wylałam dużo łez, nie spałam nocami. Moje nerwy sa bardzo poszarpane, wiedział ze pewne rzeczy działają na mnie przez stres który mam na każdym kroku. Pracy, domu, szkole… jednak chciałam wierzyc i wierzyłam ze przetrwamy wszystko, bo tak mocno się kochamy… wyszlo , że ja kocham. A to wsyztsko było tylko pomyłka, moim marzeniem, którym karmiłam się przez zamknięte oczy.
Przepraszam, za brak składu, zamieszanie, zamącenie. Kazdą radę, wypowiedź przyjmę z ogromną wdziecznościa. Wrazie pytań co do mojej litanii ,piszcie…będę bardzo wdzieczna … bo popadam w obłed …i nie wiem jak zyć… albo nie chce.
 

acoo123  

Mega wymiatacz



Imię: Kamil

Wiek: 19

Dołączył: 13 Paź 2017

Skąd: Warszawa

   

Wysłany: 2018-09-22, 23:55   

Hejka

Jessie77 napisał/a:

Czy można odkochać się od tak?



Nie nie można.

O co się pokłóciliście ?
Bo szczerze mówiąc wiadomo tylko że było wiele małych sprzeczek i przez to niby przestał cię kochać :/
 

Jessie77

User


Dołączył: 22 Wrz 2018

   

Wysłany: 2018-09-23, 00:25   

Dziękuję za wytrwałość...
Zawsze coś było, zawsze coś wychodziło...
Na wakacjach, bo pewnie o to chodzi Ci teraz to była na prawe głupia sprawa... żenująca wręcz. Ustaliliśmy że każdy płacic za siebie, bo zaczelismy sobie oddawac ,jedno i drugie nie chciało stwierdziłam okej, jak chce. No i chcelismy w sklepie wziąć coś do jedzenia. on poszedł sobie cos zamówić i pytał czy też będę chciała bo wyglada okej. kiwnełam że tak. myślałąm ze mi wezmie skoro brał dla siebie, jakos nie pomyslalam. no i wział jedno, podszedł do mnie, pytam ze jedno wział,to powiedział że mieliśmy płacic za siebie z oburzeniem. to mi sie juz odechciało i powiedzialam ze nie chce.wkurzył się i mi to wział. wychodzac mówie, że niepotrzebnie kupił bo nie chciałam. odwrócił się w moja stronę i powiedział ku.va mielismy cos ustalone, czemu musze tak robic. zamilkłam. nigdy tak do mnie nie powiedział, z takim tonem prosto w twarz, te oczy.. przestraszłym się, poza tym jestem bardzo wyczulona jak ktoś do mnie zwraca się w taki sposób... troche przez przeszłość. bardzo głupia sytuacja, dziecinna...było mi wstyd ... przez cała drogę do miejsca docelowego, szliśmy bez słowa. płakałam po drodze, on nie zwracał na to uwagi. nie przywykłąd do takiego wylewania emocji, wiec tym bardziej było mi głupio ze robie taka scene i ukradkiem wycierałam łzy zza ciemnych okularów. w danym miejscu, kilka słów, bardziej odnosnie czy zostajemy czy wracamy. i tak pół dnia, pod wieczór, gdy lezelismy kazdy ze słuchawkami w uszach, przytulił mnie na co ja wybuchłam płaczem znowu. ale przytulilam sie po chwili. poszlismy sie przejsc, było okej.mój brak reakcji, wyciagniecie ręki było spowodowane tym, ze chcialam by on chcoiaz raz wyciagnał ją do mnie.wyszło gorzej niz przyszczałam... wiem, że nie powinnam była tak sie zachować, w końcu mam swoje lata, dawno wyrosłam z pieluch....

jezeli chodzi o inne sprawy...
to moze moje fochy były przez to bo nie chciałam przyjac krytki. bo gdy zwracałam sie z problemem, to wytykał mi błędy, moze nie potrafił wesprzec tak jak ja bym chciała. zreszta powtarzał to że ja chce słyszec same miłe słowa, a nie toleruje szczerości. Wiedział, że jak mam problem to pisze milion rzeczy, robie z tej swojej sprawy wielkie halo, robie mu spam wręcz...a za chwile jak mi emocje odpaną to wiem ze ta drama była niepotrzebna, bo wystarczyło pomyslecna spokojnie. też był zły o to, ze zachowuje się jak dziecko. Więc czasem bywało tak, że jak była jakas sprawa i potrzebowałam ciepłego słowa, głupiego bedzie dobrze, nie matw sie wierze w ciebie, to wolałam to przemilczeć, bo wiedzialam ze napsianie tego bedzie mnie kosztować wiele nerwów i krytyki.
Wiem, ze pisze tu taki chaos i moze włąsnie jestem dziecinna przez to... ale na prawdę nie mam komu się wyżalić tak szczerze, nie mam kogoś by ktoś mi doradził, zrozumiał... dlatego wierzę w magię forum...
 

acoo123  

Mega wymiatacz



Imię: Kamil

Wiek: 19

Dołączył: 13 Paź 2017

Skąd: Warszawa

   

Wysłany: 2018-09-23, 00:48   

Em... Bez sensu ? Ja wiem że mogę być gówniarzem i tak dalej i tak dalej ale... po co ?
Eh załamałem się wybacz... Nie możecie porozmawiać twarzą w twarz o tym ? Powinnaś ograniczyć te typowe zachowania kobiece bo na prawdę denerwują momentami. A facet powinien się zastanowić i to bardzo dogłębnie czy cię kocha czy się tobą bawi. Jestem zdania że kocha tylko mu ciężko z czymś tak jak i tobie. Jedyne lekarstwo na to jest rozmowa szczera i KONSENSUS. Nie kompromis to bo jest ustępstwo jednej ze stron zazwyczaj. Konsensus. Pogadaj z nim.

A i uprzedzę dziewczyny które zaraz się rzucą z tym że nie powinnaś się tak mocno uzależniać od faceta i w sumie to jest racja. No więc...

Nie powinnaś się tak uzależniać się od faceta. Musisz mieć własne życie to inaczej się nie rozwijasz. Ustępowanie rezygnacja wielu rzeczy dla chłopaka OKEJ jest miła fajna i niewielu to doceni ale... no to ty tracisz. Ja wiem zakochanie ludzie kompletnie są głupi i nie wiedzą co to logika ale...no...

Potrafię sobie wyobrazić co czujesz ale mimo to musisz iść do przodu.

Podsumowując pogadaj z nim a będzie wszystko dobrze znajdźcie wspólny konsensus i będzie fajnie zobaczysz ;)
 

metalmummy  

Junior Admin

MATKA



Imię: Karolina Magdalena

Wiek: 27

Dołączyła: 28 Gru 2010

   

Wysłany: 2018-09-23, 00:56   

Hmm, taka szczeniacka ta miłość. Obiecanki jak w gimnazjum, a o zachowaniu już nie wspomnę.
Oboje jesteście jacyś niezrównoważeni, histerie i fanaberie...

Myślę, że to co mówi teraz, że jesteś najważniejsza Ale chce przerwy oznacza, że związek się kończy a on nie ma jaj wyznać Ci prawdy.

Musisz się wyciszyć i opanować. Dojść z sobą do ładu. Takie jakby "ogarnij się", tylko ogarnij swoje JA bardziej. Pogodzisz się ze sobą, to świat zacznie Ci sprzyjać.
Głowa do góry.
Nawet narkotyk da się odstawić.
Daj mu zatęsknić, niech usycha bez Ciebie.
_________________
przestrzegaj regulaminu młody człowieku.
 

Jessie77

User


Dołączył: 22 Wrz 2018

   

Wysłany: 2018-09-23, 01:07   

acoo123, też myślałam że może sie uzależniłam... ale po prostu kocham...to granic możliwości. jestemy bardzo podbni w upodobaniach, spedzaniu czasu. moze jestemy troche hm... odludakmi? bo ludzie wystawili nas na próbę niejednokrotnie... moze to tez sie bierze z tego ze jest tak daleko, a moje zycie to praca, dom, praca, szkoła i spinanie się by pogodzić jeszcze czas wspólny, jakoś znależć moment dla nas.
On nie chce rozmowy w cztery oczy bo twierdzi ze to jest monolog, ja nic z tego nie ywnosze i nie potrafię,a on mówi ze nie lubi. były diw etakie rozmowy jedynie jakis czas temu, pozniej wpadłam na pomysł pisania na kartkach i zeby kazde z nas miało wypisane potrzeby tej drugiej osoby. nie chce się spotkać, bo za wczesnie, potrzebuje czasu... a minął miesiąc od ostatniego spotkania, a wyglądało tak jakbyśmy byli obcy... on nie chciał żadnej czułości. pzykre. pisałam, żę nie rozumiemdlaczegoo takich sprawach nie chce rozmawiac, bo tak powinno być...efekt? jak wyżej no i ze skupiam się tylko na swóim "bólu dupy" jak to określił i ze wpakowaliśmy się w gówno.
JA wiem, że ta miłość jest dziwna... w senie uzależniająca, ale znamy się odparu łądnych lat, przyjaźniliśmy się bardzo .. i ja zawsze czułam, że to jest wspaniały człowiek, taki jeden na milion.
Gdy ktoś pytał odpowidałam, ze z nim będe do konca zycia, ze jestem gotowa powiedzieć"TAK" chocby zaraz, ustalaliśmy przyszłość, chciałm żebym sie wprowadziła kiedys nawet od zaraz, ale mówiłam ze mam umowe na dany okres czasu, musze troche zarobic i odlozyc bo wiem ze nikt mnie nie wesprze a nie bede od niego brać pieniadze i wiem ze bede miec wydatki zwiazne zestudiami. zrozumiał...
Mam jakies tam swoje zycie, w sensie no po pracy... nie jestem człowiekiem rozrywkowym, imprezowym choc lubie ludzi, wydaje mi się ze mozna ze mna o wszytskim porozmawiac... takze głowną atrakcją w moim marnym życiu były wyjazdy do niego ze tak to ujmę - może brzydko. poza tym.. hm...cwicze, ostatnio badziej "aktywniej" bo wydaje mi się ze jezeli nic w sobie nie zmienie, nie sporbuje to nie pozowli mi sie jakos w pelni zaakceptowac... a to moze tez działąło na niekorzys w innych aspektach związku, w sensie wiecznie wydawało mi sie ze cos ze mna nie tak.

[ Dodano: 2018-09-23, 01:16 ]
metalmummy, no moze coś jest w tym, że szczeniacka... pewne spawy wiążą się z wiecznym stresem u mnie, a on moze nie potrafi zrozumiec czestego rozzalenia z mojej strony, co głownie przyczynia się do babskich dni... tak mysle, zewtedy jakos emocje biora góre dodatkowo XD
Boje się chyba i wpadam w paranoje, że on może mnie nie chcieć . żal przemieszany z oszukaniem? on chce zobaczyc czy te uczucia w nim są i czy zatęskni czy to koniec. a ja chyba nie mogę tego pojąć, albo jestem za głupia by to zrozumieć.
Nie odzywaliśmy się przez kilka dni, bo niemiałam sił,ale każdego dnia zyzczył mimilego dnia, co jakby działało na niekorzysc w moja stronę. mówił ze nigdy mnie nie zostawi, nie przekresli ze swojego zycia gdyby to nie "pykło" . Myślałam , by pewnego dnia się nie odezwac. po prostu nie odpisywać. albo napisać, ze mam dość, ze czekam... ale cieżko, bo po kilku dniach emocje biora góre i napisze, że tęsknie. Wiem, że to pewnie wyglada dla was jak dziecinada... bo moze tak wyglądać. Ja wiem ze popełniłam bład, gdzie go popełniłam. staram się to zmieniać w sobie, ale pewne rzeczy jest trudniej gdy twkisz w czyms... takze nie wiem co myslec. boje się ze jak odejde to on tym bardziej zapomni ... i co gorsza znajdzie inna, mimo tych zapewnień ... i wiem ze to chore co pisze. ale tak jak mówisz... powinnam chyba się odciać i postarać uspokoić. jestem na skarju załamania, jestem silna psychicznie badzo bo swoje przeszłam...ale to mnie przerasta...
 

metalmummy  

Junior Admin

MATKA



Imię: Karolina Magdalena

Wiek: 27

Dołączyła: 28 Gru 2010

   

Wysłany: 2018-09-23, 12:01   

Czas jest najlepszym lekarstwem. Żeby ocenić wszystko na chłodno.

Przeżywałam podobne rozterki na przełomie gim/lo, ostatecznie zeszliśmy się, wzięliśmy ślub, dlatego bardzo dobrze rozumiem te wszystkie towarzyszące Tobie emocje.

Kiedy czytałam to wyznanie, wydało mi się takie... żenujące, wszystko za sprawą punktu siedzenia okupionego doświadczeniem. Dlatego radzę Tobie, jeżeli trzymasz się czegoś kurczowo, mija Cię wszystko inne- popuść trochę, a zobaczysz ile dobrych rzeczy Cię spotka.

Mogłabym powiedzieć, że świat się nie kończy na tym jednym facecie ale wiem, że jest na to za wcześnie.
Po prostu zajmij się czymś, rozwijaj się. Wyjdzie Ci na zdrowie i zyskasz na pewności siebie.
_________________
przestrzegaj regulaminu młody człowieku.
 

Jessie77

User


Dołączył: 22 Wrz 2018

   

Wysłany: 2018-09-23, 12:21   

metalmummy, Myśle, że bardzo zacęłam wybiegać w przeszłość. Zaczełam planować, rozmyślać... trochę takie dziecięce marzenia. Ale sami tego chcieliśmy, miało być to tylko kwestią czasu. I może przez to, że tak bardzo skupiłam się na tym, zapomniałam o sobie i wyłączyłam pewne sprawy dla dobra NAS. Zamknęłam cały świat w nim, widocznie błędnie. Pewne sprawy były żenujące, ta sytuacja pewnie też. Ale czasem ciężko zrozumieć coś, co nie potrafisz opisać słowami... Tym bardziej, że on twierdzi że gdyby nastapił koniec to on i tak nie chce odejść, zostawić mnie samą bo jestem dla nego najważniejsza, chce wrócić w większej części do tego co było. taki powrót do przyjaźni...tylko ja nie wiemczy byłąbym w stanie normalnime funkcjonować, tak jak jemu by przyszło naturalnie funkcjonować w takiej sytuacji. Wydaje mi się , że byłoby ze mną gorzej, popadałabym w paranoje, byłąbym zazdrosna o każda dziiewczynę z która rozmawia, bo wierzyłąbym że chce mi go zabrać i może by zabrała, bo skoro taka sytuacja wyszła, zmieniał zdanie to czy teraz by go nie zmienił? a takie zapewnienia dziecięce, pewnie nic nie znaczą... wiec ja w tym bym się stoczyła... z głupią nadzieją, że będzie inacej tym samym przestając normalnie żyć.
Także tak jak napisałaś, na chwilę obecną muszę się rozwijać...zająć sobą. Myśle ze jezeli zaczne sebie akceptować w pełni to świat też mnie zaakceptuje i inaczej na mnie spojrzy. Mam dość ciagłęgo dołowania się i pytania kim tak właściwie dla niego jestem.
Bardzo Ci dziękuję
 

Joliness  

User


Wiek: 22

Dołączyła: 18 Wrz 2018

Skąd: Warszawa

   

Wysłany: 2018-09-23, 20:25   

Nie ma sensu, będziecie się pewno tylko dalej niszczyć. Oboje być może w ogóle nie nadajecie się do zwiazków w obecnym czasie.
Daj sobie spokój, zerwij kontakt, zastanów nad tym, co się stało. Daj sobie miesiąc, rok, dwa - ile trzeba.
 

misia_pysia  

Wymiatacz

co tu wpiszesz?



Imię: Ola

Wiek: 21

Dołączyła: 05 Kwi 2018

   

Wysłany: 2018-09-24, 09:10   

Powiem szczerze, że sytuacja jest co najmniej dziwna. Kłóciliście się o pierdoły i chyba za dużo takich niewyjaśnionych problemów narosło. Problem tkwi w tym, że nie potrafiliście porozmawiać szczerze, normalnie tylko jakieś kłótnie, fochy i zachowanie w stylu "a ja mu pokażę!". Niedojrzałe to bardzo.

Odpuść. Daj mu zatęsknić. W związku, wbrew temu co mogłoby się wydawać, obie strony potrzebują przestrzeni i czasu dla siebie. Nie można uzależniać siebie i swojego szczęścia od jednej osoby. A ten facet zdaje się nie wiedzieć czego chce i tak trochę "mieć ciastko i zjeść ciastko". A tak się nie da. Tkwiąc dalej w takiej sytuacji będziecie tylko ciągle rozdrapywać rany, a przynajmniej Ty.

Postaraj się zająć czymś innym, nie trzymaj się kurczowo tego faceta. I z doświadczenia wiem, że taka "przyjaźń" po rozstaniu nie wychodzi, chyba że dacie sobie oboje czas na pozbieranie się i wyzbycie negatywnych emocji. Ale na pewno od razu nie będzie to możliwe.
 

Forum młodzieżowe e-Mlodzi.com