Panel logowania

Nie masz jeszcze konta na e-Mlodzi.com?

Zarejestruj się!

Zapomniałeœ hasła?

Przypomnij je

Autor

Wiadomość

Bezimienna022

User


Dołączył: 10 Kwi 2020

   

Wysłany: 2020-04-10, 14:03   Nie wiem czy jeszcze wierzę w Boga

Witam. Zdaję sobie sprawę z podobnych tematów tutaj i czytałam takie, ale chciałabym indywidualnego poglądu na moją sytuację, gdyż w żadnych innych nie odnalazłam odpowiedzi jakiej szukam.
W tym roku kończę 18 lat. Całe życie byłam bardzo wierząca. Należałam do różnych stowarzyszeń, wyjezdzalam na spotkania chrześcijan itd. Od pewnego czasu przestalam polegać na Bogu, nie prosiłam o pomoc gdy śmiertelnie zachorowałam i wyszłam z niej. I zauważyłam, ze i tak radze sobie w zyciu, i dzieją się te wszystkie pozytywne rzeczy, które dawniej przypisywałam Jego działaniu w moim zyciu. Teraz idę przez życie z podejściem, że co ma być to będzie i nie wierzę za bardzo, że jakaś zmiana może być działaniem bożym. Mnóstwo faktów mi się już nie klei. Od Kościoła zostałam odepchnięta już dużo wcześniej, bo irytuje mnie hipokryzja księży i katolików, ale nigdy nie miało to wpływu na mój kontakt z Bogiem. Nie czuję już Jego obecności, nie chodze do kościoła, nie modlę się, bo nie lubie obłudy i robienia czegos, czego nie czuje. Jest mi z tym zle, ponieważ był w moim zyciu zawsze, a teraz czuję, że pewna cześć mojej życiowej "rutyny" jest nieobecna i nie wiem jak sobie to ulozyc. Nie lubię mieć niejasnego poglądu w tak ważnej dla mnie niegdyś sprawie. Bylam mocno wierzaca, wiec wiem o wszystkich cudach itd. nie wiem w takim razie co innego mogloby mnie przekonać. Zaznaczę, że rozmowa z wierzącymi znajomymi nie pomogla, a chętnego pomoc mi w konkretny sposób ksiedza nie mam w pobliżu, bo jestem z malej miejscowości. Oglądanie chrześcijańskich filmikow na youtube nie pomaga, bo czuję jakby ktoś mowil o fikcji... Nie powiem, ze nie wierze w Boga, bo sama nie wiem jakie jest moje stanowisko. Po prostu nie wiem tego. Mam dużo ateistow w swoim otoczeniu, ale nigdy nie wpływali na moją wiarę, wiec nie wiem gdzie lezy mój problem. Kiedy przechodzę obok kapliczki to mimowolnie zrobię znak krzyza, bo jest mi głupio przejść obojętnie. Z jednej strony jest mi lepiej, bo widzę teraz jak bardzo Kosciol i wiara mnie ograniczaly i wpędzały w poczucie winy, a przecież ma to przynoscic szczęście, bo propaguje w końcu milosc. Ale z drugiej czuję jakbym rozstawala się z chłopakiem, który prosi o drugą szansę, a ja chcę mu ją dać, bo mamy za sobą bogatą przeszlosc i mnóstwo wspomnień, ale nie czuję, że chcę to zrobić z miłości, a wlasnie z przywiązania. Co powinnam zrobić w takiej sytuacji? Czy jestem ateistką? Czy może agnostykiem?
 

światełko

User


Dołączył: 31 Mar 2019

   

Wysłany: 2020-04-13, 15:05   

Jeśli mogę coś doradzić: koncentruj się na Bożym Miłosierdziu, na tym, jak Pan Jezus Cię kocha, za Ciebie umarł i zmartwychwstał, aby dać Ci pełnię szczęścia i pełnię życia. Nie bój się, że tego nie czujesz. Powiedz o tym Bogu, proś o miłość, wytrwale i zaufaj Mu. To nic, że tego nie czujesz, tego nie trzeba czuć. Bo wielkie cuda to nie tylko uzdrowienia, największe cuda to sakramenty. Piszesz, że zraziłaś się do Kościoła, może masz fałszywy obraz Kościoła, bo spotkały Cię przykre sytuacje, albo zraziło złe zachowanie innych ludzi. Ale Pan Jezus działa poprzez Kościół, poprzez spowiedź i Eucharystię. Komunię można przyjmować tylko w łasce uświęcającej, którą daje sakrament spowiedzi. Ale spróbuj spojrzeć na to inaczej, nie jak na puste rytuały. Spójrz na miłość Boga, który dla Ciebie zstąpił z nieba, dla Ciebie umarł i Tobie też dał cud zmartwychwstania. I Tobie ofiarowuje sakramenty. Jeśli nie jesteś teraz gotowa to nic. Pan Jezus Cię przeprowadzi, Jego miłosierdzie może wszystko, tylko Mu ufaj, może daj sobie czas. Wiem, ludzie mogą zniechęcić i to bardzo mocno. Ale to Pan Jezus jest najważniejszy. Kościół jest ogromną radością serca i daje pokój, ale wtedy, gdy patrzysz na Boga, gdy masz wzrok utkwiony w Chrystusie, gdy chcesz, żeby Twoje serce biło dla Niego. Nie bój się, że tego nie czujesz. To wszystko, co chcę Ci napisać jest na obrazie Jezusa Miłosiernego, spójrz na Niego ponownie i nie bój się tej pustki, którą czujesz. Pan Jezus jest przy Tobie.
Ten znak krzyża, który czynisz przy kapliczce jest oznaką miłości. Miłość Boża wciąż się tli w Twoim sercu, może przygasła, może masz wrażenie, że się wypaliła, ale wciąż jest. To ogromny dar Bożego Miłosierdzia, to błogosławieństwo i opieka samego Chrystusa.
_________________
Odkąd umiłowałam Boga całą istotą swoją, całą mocą swego serca, od tej chwili ustąpiła bojaźń, i chociażby mi nie wiem już jak mówiono o Jego sprawiedliwości, to nie lękam się Go wcale, bo poznałam Go dobrze: Bóg jest Miłość, a Duch Jego jest spokój
 

  

Szej-Hulud  

Pogromca postów

Éminence grise



Imię: Łukasz

Wiek: 26

Dołączył: 07 Sty 2010

   

Wysłany: 2020-04-13, 22:53   

światełko napisał/a:

Piszesz, że zraziłaś się do Kościoła, może masz fałszywy obraz Kościoła, bo spotkały Cię przykre sytuacje, albo zraziło złe zachowanie innych ludzi. Ale Pan Jezus działa poprzez Kościół, poprzez spowiedź i Eucharystię.


Nie zwalaj na Boga moralnego skarlenia hierarchów.
_________________
"Polskie życie polityczne nie może być dżunglą afrykańską, w której buszuje kilkunastu hultai klasowych. Wasz faszyzm albo zginie w Polsce, rozbije głowę o demokrację, albo Polska zapłonie wojną domową." - Ignacy Daszyński
 

toguwe  

User


Imię: toguwe

Dołączył: 17 Lip 2019

   

Wysłany: 2020-04-18, 15:28   

Szej-Hulud napisał/a:

Nie zwalaj na Boga moralnego skarlenia hierarchów.



Ja kiedyś byłem dość mocno wierzącą osobą. Pewnego razu spotkałem się ze strony księdza z niewłaściwym zachowaniem, które miało podtekst seksualny. Na szczęście nie zostałem wykorzystany i nie skończyło się to niczym poważniejszym, jednak moja wiara natychmiast się rozsypała.

Mój tok myślenia był i jest następujący: Kościół jest ogromną wspólnotą, jedną z największych organizacji na świecie. Teoretycznie kościół i jego wielkość są dziełem Trójcy Świętej. Z kolei na co dzień widzimy w nim mnóstwo niegodziwości (z czym ja spotkałem się nawet osobiście). Osoby duchowne popełniają przestępstwa i często również wplątują się w układy polityczne o bardzo niemoralnym charakterze.

Jeżeli bóg istnieje, to dlaczego pozwala na to, żeby tak postępowali jego przedstawiciele? Można to oczywiście tłumaczyć istnieniem jakichś fałszywych proroków. Ale już sam fakt tak szerokiej działalności i bezkarności takich osób sprawia, że nie jestem w stanie uwierzyć w istnienie boga. Jeszcze bardziej zniechęca mnie wiary to, że wiele osób wierzących przyklaskuje takim hierarchom i łączy religię z brutalną i podłą polityką.
 

  

slavianin  

Stały User

szukający znajomych


Imię: Jacek

Wiek: 19

Dołączył: 07 Sty 2018

   

Wysłany: 2020-05-05, 18:36   

toguwe napisał/a:

Jeżeli bóg istnieje, to dlaczego pozwala na to, żeby tak postępowali jego przedstawiciele?


Ponieważ nie ma bezgrzesznych ludzi. Jedynymi bezgrzesznymi ludźmi byli Jezus i Maryja.

toguwe napisał/a:

Można to oczywiście tłumaczyć istnieniem jakichś fałszywych proroków.


Fałszywi prorocy to raczej heretycy...

toguwe napisał/a:

Ale już sam fakt tak szerokiej działalności i bezkarności takich osób sprawia, że nie jestem w stanie uwierzyć w istnienie boga.


Czyli jeśli istnieją sędziowie skorumpowani to przestaniesz wierzyć, że istnieje sprawiedliwość?
 

Szej-Hulud  

Pogromca postów

Éminence grise



Imię: Łukasz

Wiek: 26

Dołączył: 07 Sty 2010

   

Wysłany: 2020-05-06, 20:17   

slavianin napisał/a:

Fałszywi prorocy to raczej heretycy...


Zakładając możliwość przejęcia władzy w Kościele przez heretyków, natrafiasz na problem podobny do mózgu w naczyniu. Mówiąc wprost, nie dysponujesz narzędziami pozwalającymi na ocenienie, że określony kaznodzieja jest w oczach Boga heretykiem bądź nie. Oczywiście możesz wygłaszać jakieś opinie i przedstawiać w przekonujący sposób argumenty za lub przeciw kaznodziejom, ale ostatecznie zawsze natrafisz na ścianę w postaci niepewności, kto stoi za formułowaniem prawd wiary, redakcją uznawanych za święte tekstów, tłumaczeniami , spisywaniem historii i tak dalej. Taka wiedza jest nieweryfikowalna (czasami wręcz obalona) eksperymentalnie, a jedynym gwarantem jej rzetelności jest autorytet Kościoła.

slavianin napisał/a:

Czyli jeśli istnieją sędziowie skorumpowani to przestaniesz wierzyć, że istnieje sprawiedliwość?


Hierarchowie są w kwestiach wiary jednocześnie władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Władza ta jest rozproszona, ale ostatecznie ich władza w tych kwestiach jest absolutna. Odpowiedzialności za błędy natomiast praktycznie nie ma. Nie można ograniczyć się, jak w powyższym porównaniu do sędziów, bo władza sędziego jest znacznie mniejsza, a odpowiedzialność za działania znacznie większa.
_________________
"Polskie życie polityczne nie może być dżunglą afrykańską, w której buszuje kilkunastu hultai klasowych. Wasz faszyzm albo zginie w Polsce, rozbije głowę o demokrację, albo Polska zapłonie wojną domową." - Ignacy Daszyński
 

slavianin  

Stały User

szukający znajomych


Imię: Jacek

Wiek: 19

Dołączył: 07 Sty 2018

   

Wysłany: 2020-05-07, 18:55   

Szej-Hulud napisał/a:

Zakładając możliwość przejęcia władzy w Kościele przez heretyków, natrafiasz na problem podobny do mózgu w naczyniu.


"Papież, będący jawnym heretykiem automatycznie (per se) przestaje być papieżem i głową Kościoła, jako że natychmiast przestaje być chrześcijaninem oraz członkiem Kościoła." - Robert Bellarmin

Szej-Hulud napisał/a:

Oczywiście możesz wygłaszać jakieś opinie i przedstawiać w przekonujący sposób argumenty za lub przeciw kaznodziejom, ale ostatecznie zawsze natrafisz na ścianę w postaci niepewności, kto stoi za formułowaniem prawd wiary, redakcją uznawanych za święte tekstów, tłumaczeniami , spisywaniem historii i tak dalej.


Czyli brak możliwości dojścia do prawdy sprawia, że nie ma prawdy, tak? Ale wtedy to stwierdzenie również nie byłoby prawdą... Więc co jest prawdą? Ateizm też nie jest prawdą, bo go nie dowiedziesz. Więc ateiści są w błędzie...

Szej-Hulud napisał/a:

Odpowiedzialności za błędy natomiast praktycznie nie ma.


No tak, hierarcha jest takim (tu wstaw, to co pewnie myślisz o hierarchach), że mu wszystko ujdzie na sucho... Każdy hierarcha to podła kreatura gorsza od wszystkich mętów tego świata, co?

Szej-Hulud napisał/a:

Nie można ograniczyć się, jak w powyższym porównaniu do sędziów, bo władza sędziego jest znacznie mniejsza, a odpowiedzialność za działania znacznie większa.


Czyli pewnie 100000000 sędziów będących nieuczciwych nie sprawia, że nie istnieje sprawiedliwość. Natomiast jeden hierarcha, który byłby podlcem ostatecznie warunkuje, że Kościół Katolicki jest najgorszym miejscem na ziemi, zaś Boga nie ma, czyż nie?

A na koniec cytacik o ateizmie: "W sercu ateusza zalega zupełna próżnia, a w umyśle jego panują ciemności; rozum jego bez Boga jest jako pochodnia bez jasności, a sumienie jego jest sędziowskim krzesłem, w którym nie zasiada sędzia. Dla jego obaw nie ma żadnego ratunku, dla wyższych potrzeb jego natury nie ma żadnego pokarmu, nie ma żadnego celu dla tęsknego uczucia jego duszy: nie wierzy on, nie ma nadziei i nie ma miłości. Udziałem jego za życia ma być przypadek, po śmierci nicość; ale choć sam taki sobie wybiera udział, przygłuszyć nie może krzyku swojej duszy, odpychającej takie niskie przeznaczenie, jako zupełnie siebie niegodne."

[ Dodano: 2020-05-07, 20:28 ]
A tak poza tym raczej się tu nie pojawię, gdyż nie mam przyjemności pisania z panem Szej-Hulud, gdyż persony takiej jak ów pan nie są personami którym chciałbym tracić czas na pisanie. Nie są otwarci na dyskusję. Tylko swoje dziecięce "Nie dotkniem Bozi ronckom, więc Jej nie ma". Ponoć ktoś stwierdził, że każdy rodzi się ateistą. Ja dodam, że niektórzy z tego nie wyrastają :-D ...
 

Szej-Hulud  

Pogromca postów

Éminence grise



Imię: Łukasz

Wiek: 26

Dołączył: 07 Sty 2010

   

Wysłany: 2020-05-07, 23:14   

slavianin napisał/a:

"Papież, będący jawnym heretykiem automatycznie (per se) przestaje być papieżem i głową Kościoła, jako że natychmiast przestaje być chrześcijaninem oraz członkiem Kościoła." - Robert Bellarmin


Formalnie - nie. Praktycznie zatem również nie. Poza tym, pojęcie heretyka zależne jest od czasu - prawdy wiary i wynikające z nich reguły moralne zmieniają się z upływem czasu.

slavianin napisał/a:

Czyli brak możliwości dojścia do prawdy sprawia, że nie ma prawdy, tak? Ale wtedy to stwierdzenie również nie byłoby prawdą... Więc co jest prawdą? Ateizm też nie jest prawdą, bo go nie dowiedziesz. Więc ateiści są w błędzie...


Brak możliwości dowiedzenia prawdziwości tezy nie czyni tej tezy automatycznie fałszywą. Nie czyni jej też prawdziwą.

slavianin napisał/a:

No tak, hierarcha jest takim (tu wstaw, to co pewnie myślisz o hierarchach), że mu wszystko ujdzie na sucho... Każdy hierarcha to podła kreatura gorsza od wszystkich mętów tego świata, co?


Niczego takiego nie napisałem. Miałem na myśli to, że w praktyce hierarchowie odpowiadają wyłącznie przed Bogiem.

slavianin napisał/a:

Czyli pewnie 100000000 sędziów będących nieuczciwych nie sprawia, że nie istnieje sprawiedliwość. Natomiast jeden hierarcha, który byłby podlcem ostatecznie warunkuje, że Kościół Katolicki jest najgorszym miejscem na ziemi, zaś Boga nie ma, czyż nie?


To już zależy, czy wierzysz w działanie Parakleta, obecność Chrystusa w Kościele i omnipotencję Boga. Sędziowie nie powołują się, z tego co wiem, na boskość Temidy ;-)

slavianin napisał/a:

A na koniec cytacik o ateizmie: "W sercu ateusza zalega zupełna próżnia, a w umyśle jego panują ciemności; rozum jego bez Boga jest jako pochodnia bez jasności, a sumienie jego jest sędziowskim krzesłem, w którym nie zasiada sędzia. Dla jego obaw nie ma żadnego ratunku, dla wyższych potrzeb jego natury nie ma żadnego pokarmu, nie ma żadnego celu dla tęsknego uczucia jego duszy: nie wierzy on, nie ma nadziei i nie ma miłości. Udziałem jego za życia ma być przypadek, po śmierci nicość; ale choć sam taki sobie wybiera udział, przygłuszyć nie może krzyku swojej duszy, odpychającej takie niskie przeznaczenie, jako zupełnie siebie niegodne."


Odpowiem nieco wcześniejszym cytacikiem autorytetu znacznie bardziej szanowanego: "Pomyśl no nad czymś takim: czy bogowie lubią to, co zbożne, dlatego że ono jest zbożne, czy też ono jest dlatego zbożne, że je bogowie lubią?"

slavianin napisał/a:

A tak poza tym raczej się tu nie pojawię, gdyż nie mam przyjemności pisania z panem Szej-Hulud, gdyż persony takiej jak ów pan nie są personami którym chciałbym tracić czas na pisanie. Nie są otwarci na dyskusję.


Ten fragment jest wewnętrznie sprzeczny. Uciekasz od dyskusji i zarzucasz mi niechęć do dyskusji. Nie umiem tego pogodzić.

[ Dodano: 2020-05-07, 23:21 ]

slavianin napisał/a:

Tylko swoje dziecięce "Nie dotkniem Bozi ronckom, więc Jej nie ma". Ponoć ktoś stwierdził, że każdy rodzi się ateistą. Ja dodam, że niektórzy z tego nie wyrastają :-D ...


Przyznam się, że w jakiś sposób satysfakcjonuje mnie fakt, iż Twoją finalną metodą obrony wiary jest rzucenie we mnie obelgą :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
_________________
"Polskie życie polityczne nie może być dżunglą afrykańską, w której buszuje kilkunastu hultai klasowych. Wasz faszyzm albo zginie w Polsce, rozbije głowę o demokrację, albo Polska zapłonie wojną domową." - Ignacy Daszyński
 

Forum młodzieżowe e-Mlodzi.com