Panel logowania

Nie masz jeszcze konta na e-Mlodzi.com?

Zarejestruj się!

Zapomniałeœ hasła?

Przypomnij je

Autor

Wiadomość

anonim723

User


Dołączył: 06 Wrz 2019

   

Wysłany: 2019-09-06, 16:55   Szkoła Średnia

No cześć, 4 dni temu zacząłem naukę w szkole branżowej o kierunku kucharz, nietrafionym kierunku... Poszedłem do tej szkoły tylko i wyłącznie dlatego, że nie dostałem się do żadnej z 3-ech wybranych szkół, miałem zaledwie 80pkt na egzaminie gimnazjalnym, jak wiemy, w tym roku do szkoły przystąpiły dwa roczniki, może to był tego powód, a może po prostu w technikum jest aż tak bardzo wysoki poziom, że sobie bym z nim nie poradził, no nie wiem, zwyczajnie nie poszedł mi egzamin, w szkole bylem raczej trójkowym uczniem z wyjątkiem nieszczęsnej matematyki z której miałem 2 :/. Dobrze, zacząłem naukę na tym kucharzu... Z początku miałem zamiar ją po prostu skończyć i pójść do branżówki 2 stopnia, napisać maturę (przynajmniej spróbować, jeśli się nie uda, trudno, ale nie chce później żałować, że nie spróbowałem). Niestety na tym całym "Kucharzu" otoczenie jest takie jak myślałem...większość osób pali,pije,czy nawet ćpa z tego co słyszałem i czytałem na grupie klasowej... ja w życiu nie zapaliłem, nie napiłem się, a o tym trzecim nawet nie myślałem. Ponadto większość z nich jest nawet o 2 lata ode mnie starsza (17-18l). Nie sądziłem, że w tej branżowce będzie, aż tak niski poziom... Połowa klasy nie zna podstaw angielskiego gdzie nie potrafili się przedstawić czy polskiego gdzie nie potrafili odmienić przez przypadki... I mam teraz do was pytanie, czy jest sens chodzić do szkoły branżowej po której bede mial tylko zawód który jest mi totalnie nie potrzebny bo tak jak pisałem wyżej, nie trafiłem, po wczorajszych praktykach jestem pewny,że kucharzem to ja nie będę, zwyczajnie mnie to nie kręci. Szkoła była na ostatnią chwilę. Czy może przemęczyć się te jedynie pół roku i zmienić szkołę na jakieś technikum bo teraz chyba nawet nie mogę(nie wiem). Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że w technikum jest więcej nauki ale jak dziś popatrzyłem na poziom w tej szkole to naprawdę... w gimnazjum była większa poprzeczka. Sądzę też, że mimo wszystko na tą 2-ójkę, nawet w technikum potrafiłbym zapracować.

Pozdrawiam
 

  

Damn  

Pogromca postów

Queen Dude



Wiek: 23

Dołączyła: 10 Kwi 2010

   

Wysłany: 2019-09-06, 20:12   

Idź za głosem serca i próbuj.
_________________

If you don't wanna see that sunset,
stop looking in a demon's eye

Temporarily online
 

anonim723

User


Dołączył: 06 Wrz 2019

   

Wysłany: 2019-09-06, 20:20   

Łatwo powiedzieć trudniej zrobić :-x Może ktoś z osób tu przesiadujących uczęszcza/uczęszczał do technikum i mógłby mi jakoś określić poziom w tych szkołach? naprawde jest tak trudno jak mówią inni? I z jakimi ocenami tam poszliście? ;d
 

Damn  

Pogromca postów

Queen Dude



Wiek: 23

Dołączyła: 10 Kwi 2010

   

Wysłany: 2019-09-06, 20:34   

To zależy od konkretnej szkoły. Są technika bardzo dobre, a są takie na poziomie branżówek.
_________________

If you don't wanna see that sunset,
stop looking in a demon's eye

Temporarily online
 

AT4  

Wymiatacz

...



Wiek: 22

Dołączył: 29 Mar 2013

   

Wysłany: 2019-09-07, 13:43   

anonim723 napisał/a:

Łatwo powiedzieć trudniej zrobić :-x Może ktoś z osób tu przesiadujących uczęszcza/uczęszczał do technikum i mógłby mi jakoś określić poziom w tych szkołach? naprawde jest tak trudno jak mówią inni? I z jakimi ocenami tam poszliście? ;d



Ja byłem w technikum informatycznym, zawaliłem pierwszy rok, głównie przez depresję ponieważ nie nadawałem się zbytnio do życia. Dodam, że uczniem w gimnazjum byłem miernym, byle do przodu. Jeżeli stać Cię na to by pouczyć się trochę w domu, odrabiać regularnie zadania to spokojnie zdasz do następnej klasy (pierwsza ponoć jest najgorsza i po niej odpada sporo durnych przedmiotów). Trudno nie jest jeśli wszystko regularnie notujesz i uczysz się te 30 minut dziennie, najgorsza była matma w moim przypadku ale i to da się przeskoczyć, uwierz mi :) gdybym w tamtym okresie czuł się tak jak teraz to na spokojnie zdałbym całe technikum, jestem tego pewien. Nie wolno olewać kartkówek i zdań na później bo to się piętrzy i niestety wtedy ciężko jest to ogarnąć. Jeżeli nie czujesz się dobrze w tej klasie i wiesz, że ten zawód do niczego Ci się nie przyda to uwierz mi, szkoda zdrowia i nerwów na to wszystko. Ja na twoim miejscu przepisał bym się do technikum.

Ja sam ostatecznie zacząłem kolejny rok szkolny w zawodówce na kierunku ślusarz, też trochę jechało patolą ale wychowawca trzymał klasę w ryzach. Ostatecznie wszystko wyszło mi na dobre, mam fajną perspektywiczną pracę i mam zamiar w kolejnym roku zacząć jakieś technikum zaocznie :-) .
_________________
Nikt nie może cię uratować, tylko ty sam.
 

4 8 15 16 23 42  

Wymiatacz


Dołączył: 05 Lis 2013

   

Wysłany: 2019-09-07, 15:33   

Ja poszedłem najpierw do technikum, ale z niego zrezygnowałem, bardzo dużo nauki, niepotrzebnej mi wiedzy. W klasie były prawie same dziewczyny co jeszcze pogarszało sytuacje. Zmieniłem na zawodówkę na kucharza co uważam ze jedną z najszczęśliwszych decyzji w swoim życiu. Nauczyłem się pracy, nie byłem przygnębiony nadmiarem nauki, poznałem fajnych ludzi zarówno na praktykach jak i w swojej klasie. Fakt jest dużo patoli, dziewczyny z klasy jeszcze w szkole zaczęły w ciąże zachodzić, ale mi to jakoś w niczym nie przeszkadzało.
 

Lady Virgin  

Hiper wymiatacz



Wiek: 24

Dołączyła: 19 Cze 2012

   

Wysłany: 2019-09-07, 16:14   

4 8 15 16 23 42, pracujesz jako kucharz? ;)
_________________
There are no unlockable doors
There are no unwinnable wars
There are no unrightable wrongs
Or unsingable songs
 

4 8 15 16 23 42  

Wymiatacz


Dołączył: 05 Lis 2013

   

Wysłany: 2019-09-08, 01:58   

Lady Virgin napisał/a:

4 8 15 16 23 42, pracujesz jako kucharz? ;)

Nie, bo to dosyć ciężka i słabo opłacalna praca w miejscowościach nieturystycznych, aczkolwiek jeśli kiedyś dorobię się na własny biznes to będzie to prawdopodobnie gastronomia.
 

Lady Virgin  

Hiper wymiatacz



Wiek: 24

Dołączyła: 19 Cze 2012

   

Wysłany: 2019-09-08, 11:38   

Żeby pracować w gastronomi trzeba mieć naprawdę twardą skórę (im większa kuchnia tym gorzej). Od ponad trzech lat jestem ściśle związana z tą branżą i fakt jest taki, że można tam zarobić średnio dobre pieniądze, ale atmosfera pracy jest bardzo specyficzna. W mniejszych kuchniach tak się tego nie odczuwa (ale i zarobki też są mniejsze), w większych natomiast (już np. taki Sphinx) presja jaką sam sobie wytwarza zespół jest ogromna. Wulgaryzmy, bluzganie po sobie, ciągła rywalizacja, a w tym wszystkim naprawdę ciężka praca i odpowiedzialność są ogromne. Jak już teraz nie czujesz, że to Twoje klimaty, bez pasji do gotowania ja radzę uciekać, bo albo będziesz się męczył, albo zarabiał jakieś grosze.
_________________
There are no unlockable doors
There are no unwinnable wars
There are no unrightable wrongs
Or unsingable songs
 

4 8 15 16 23 42  

Wymiatacz


Dołączył: 05 Lis 2013

   

Wysłany: 2019-09-08, 22:39   

Lady Virgin napisał/a:

Żeby pracować w gastronomi trzeba mieć naprawdę twardą skórę (im większa kuchnia tym gorzej). Od ponad trzech lat jestem ściśle związana z tą branżą i fakt jest taki, że można tam zarobić średnio dobre pieniądze, ale atmosfera pracy jest bardzo specyficzna. W mniejszych kuchniach tak się tego nie odczuwa (ale i zarobki też są mniejsze), w większych natomiast (już np. taki Sphinx) presja jaką sam sobie wytwarza zespół jest ogromna. Wulgaryzmy, bluzganie po sobie, ciągła rywalizacja, a w tym wszystkim naprawdę ciężka praca i odpowiedzialność są ogromne. Jak już teraz nie czujesz, że to Twoje klimaty, bez pasji do gotowania ja radzę uciekać, bo albo będziesz się męczył, albo zarabiał jakieś grosze.



No tak to odczuwają zazwyczaj kobiety. U mnie na kuchni też były awantury, płacze, rzucanie pracy itp, ale ja się tym w ogóle nie przejmowałem, miałem na te baby wy*ebane. Robiłem swoje.
 

Lady Virgin  

Hiper wymiatacz



Wiek: 24

Dołączyła: 19 Cze 2012

   

Wysłany: 2019-09-08, 22:45   

4 8 15 16 23 42 napisał/a:

tak to odczuwają zazwyczaj kobiety. U mnie na kuchni też były awantury...


a jeśli mogę spytać - gdzie pracowałeś?
Ja odczułam to bardzo, ale mężczyźni, z którymi teraz współpracuję mają również podobne doświadczenia.
_________________
There are no unlockable doors
There are no unwinnable wars
There are no unrightable wrongs
Or unsingable songs
 

4 8 15 16 23 42  

Wymiatacz


Dołączył: 05 Lis 2013

   

Wysłany: 2019-09-10, 00:51   

Lady Virgin napisał/a:

4 8 15 16 23 42 napisał/a:

tak to odczuwają zazwyczaj kobiety. U mnie na kuchni też były awantury...


a jeśli mogę spytać - gdzie pracowałeś?
Ja odczułam to bardzo, ale mężczyźni, z którymi teraz współpracuję mają również podobne doświadczenia.



W restauracji która powstała na długo przed moim urodzeniem. Szefostwo niestety nie potrafiło dostosować jej do obecnych realiów i oczekiwań klientów co sprawiło że jej dochód opiera się głównie na wyżywianiu szkół, przedszkoli, szpitali, zatrzymanych na policji, gości hotelu który przy niej funkcjonuje, a także oraganizacji imprez okolicznościowych ze względu na duże sale oraz piątkowych dancingów które co tydzień przyciągają te same starzejące się twarze. Mało ludzi przychodzi tam po prostu coś zjeść, ze względu na mało atrakcyjne menu oraz przede wszystkim jakość dań która bywa bardzo kiepska - tej myśli lepiej dalej nie rozwijać mimo że szefowa potrafiła na prawdę dobrze doprawiać.

Od kuchni wyglądało to tak że restauracją zarządzała rodzina właścicieli, a najbardziej szefowa, założycielka, właścicielka. Starsza kobieta jednak bardzo energiczna, lubiąca rządzić. Do pracy zatrudniała głównie inne kobiety. Była bardzo zaangażowana, restaracje traktowała jak własny dom, a pracowników jak rodzinę. Lubiła doglądać, kontrolować, nadzorować, przez co nikt nie lubił gdy wchodziła na kuchnie i każdy oddychał z ulgą gdy wychodziła. Miała ona też swoje humory i lubiła się powyżywać na pracownikach, wtedy na siłe szukała czegoś czego można się przyczepić i za co kogoś okrzyczeć co niekiedy doprowadzało słabsze psychicznie kobiety do płaczu. Kobiety te też różne charaktery miały i niekiedy też były kłótliwe. Do tego standardowo przy każdym weekendzie na kuchni pojawiało się wódka niekiedy stawiana przez samą szefową co tylko potęgowało emocje. Poza tym szefowa niekiedy kłóciła się z własnym mężem przy pracownikach, plotki były różne, stałym punktem tej pracy było ich słuchanie na temat wszystkich na około, a sam pamiętam jak przez tydzień chodziła z podbitym okiem.

Ja to wszystko obserwowałem i miałem z nich bekę, zazwyczaj zaszywałem się gdzieś gdzie jest spokój czyli przy ziemniakach. Jakoś mnie to wszystko nie ruszało chociaż też nielubiałem tych chwil kiedy szefowa chodziła i wszędzie zaglądała chcąc się czegoś przyczepić. To co tu napisałem to tylko taki zarys tego miejsca o którym historie mógłbym opowiadać cały wieczór. Szefowa nigdy nie przeszła na emeryturę, pracowała do momentu w którym jej stan zdrowia pogorszył się na tyle że już nie była w stanie dalej tego robić. Niedługo potem jej historia dobiegła końca, co jest dla mnie trochę smutne, bo wiem jaka ona była i wiem jak trudne to musiało dla niej być, no i jest to też bardzo ważny fragment mojego życia, wszedłem tam jako dziecko, wyszedłem jako dorosły.
 

Forum młodzieżowe e-Mlodzi.com