Panel logowania

Nie masz jeszcze konta na e-Mlodzi.com?

Zarejestruj się!

Zapomniałeœ hasła?

Przypomnij je

Autor

Wiadomość

Przemon  

User


Wiek: 16

Dołączył: 06 Paź 2019

   

Wysłany: 2019-10-06, 23:27   wszystko się psuje :)

Emm, cześć. Na wstępie zaznaczę, że to pierwszy raz, gdy pisze post na jakimkolwiek forum, więc nie wiem z czym to się je, ale chciałbym się po prostu wygadać, bo już nie daję rady. Dodatkowo muszę od razu was ostrzec, że to będzie bardzo chaotyczny wpis; mam bardzo dużo myśli, emocji, rozmyśleń itd. które chciałbym przelać na pismo, ale ciężko mi to uporządkować.
To tak, mam na imię Przemek, mam 16 lat. Jak wiadomo od września zaczęła się szkoła, w moim przypadku szkoła średnia, a dokładniej liceum. Szczerze mówiąc, to od samego początku źle się czuję w tej szkole, nie mam zbyt wielu znajomych, z osobami z klasy praktycznie nie rozmawiam. Na dodatek jest to jedna z lepszych szkół w mieście, więc nauczyciele wywierają chorą presję na uczniach- presję, której nie jestem w stanie znieść (w mojej klasie jestem po prostu najgłupszy, reszta klasy nie ma problemu z presją, tempem nauki, z niczym, można rzec, że każdy z nich to "kujon") Moglibyście powiedzieć, że powinienem się cieszyć, bo w końcu dostałem się do tej szkoły do której chciałem. No właśnie, chciałem. Pomijam już fakt, że każdy dookoła odradzał mi tę szkołę, ale no "przecież wiem lepiej". Moi znajomi z gimnazjum poszli do szkół, z których są zadowoleni i chodzą tam prawie że z przyjemnością, tylko ja czuje, że popełniłem życiowy błąd. Praktycznie od 2 tygodni staram się o zmianę szkoły, chodzę, pytam o miejsca itd, ale niestety bezskutecznie, ponadto rodzice nie mogą przełknąć tego, że chcę się przenieść. Idąc dalej, codziennie rano przed szkołą z trudem powstrzymuję się od płaczu, w szkole z resztą nie raz zdarzyło mi się uronić kilka łez. Faszeruję się lekami na uspokojenie od połowy wakacji z nadzieją na poprawę, ale niestety przeważnie brak tej poprawy. Teraz możecie spytać dlaczego od połowy wakacji, skoro szkoła jest od września. Już spieszę z wyjaśnieniem (zaraz zacznie się inny wątek, temat szkoły jest niejako zamknięty, mimo, że pewnie do niego jeszcze nawiążę).
Ale zanim zacznę kolejny wątek, to opowiem coś więcej o sobie, abyście lepiej zrozumieli moje odczucia, zachowanie itd. To tak, od 1 gimnazjum choruję na depresję; bywały okresy lepsze, bywały i gorsze. Jednakże zaprzestałem wizyt u psychologa jakoś w połowie 2 gimnazjum. W 3 gimnazjum ta depresja wróciła i została ze mną na dobre. Dodatkowo jestem bardzo wrażliwy, jak na chłopaka. Jestem też nieśmiałym introwertykiem, bardzo ciężko mi nawiązać nowe znajomości, przeważnie trzymam się tylko z tymi, których dobrze znam.
Dobra, teraz już przechodzę do tego kolejnego wątku. Po prostu zakochałem się w jednej dziewczynie i sytuacja jest dosyć specyficzna. Teraz może "skrócę" wam moją znajomość z nią (skrócę w cudzysłowie, bo czuję, że to będzie naprawdę dłuuuuugi monolog). Z Emilią poznałem się w zasadzie przypadkowo- mój przyjaciel, a zarazem jej kuzyn Kuba zaproponował mi spotkanie we 4 (miała być jeszcze znajoma Emilii). No to spoko, doszło do spotkania, było miło itd. ale to tyle, nic nadzwyczajnego. Po tym spotkaniu Emilia wręcz katowała Kubę, żeby mnie namówił, żebym do niej napisał. Ja ze względu na swój niezbyt ciekawy stan psychiczny nie miałem zbytniej ochoty na pisanie z kimś. Ale po kilku miesiącach w końcu uległem i napisałem (spotkanie było w listopadzie 2018, ja napisałem do niej na początku marca 2019). No to pisaliśmy sobie, znajomość rozkwitała, było fajnie. W międzyczasie jak pisaliśmy doszło do jeszcze kilku spotkań właśnie w tej 4 osobowej grupce; to pojechaliśmy razem na dni otwarte do szkoły, to jeszcze coś innego. I po jednym z tych spotkań byłem pewien, że coś do niej czuję (wcześniej nie byłem w stanie określić, co to były za uczucia). No i Kuba to zauważył, więc sie mnie spytał o co chodzi, to ja mu powiedziałem, że chyba się zakochałem/zauroczyłem w Emilii. To on na to, że "chyba rozbiłem bank", bo Emilia też mu mówiła, że coś do mnie czuje. Ja uzałem, że to tylko takie gadanie nie mające odzwierciedlenia w rzeczywistości, więc zignorowałem tę wiadomość (ojj, jaki to był wielki błąd). No to żyliśmy sobie dalej, pisaliśmy ze sobą, ale ani ja ani ona nie wiedzieliśmy o swoich uczuciach (niby ja teoretycznie wiedziałem, ale nie uznawałem tego faktu za prawdę). Pewnego dnia zebrałem się, aby zaprosić ją na a'la randkę i ku mojemu zdziwieniu zgodziła sie. No to do spotkania doszło, spędziliśmy ten czas naprawdę miło. Ale mimo tego, że się spotkaliśmy, to nie zebrałem się, aby powiedzieć jej o swoich uczuciach, bałem się. No to po spotkaniu znowu żyliśmy sobie dalej, aż w końcu nadszedł dzień poniekąd przełomowy. Kuba organizował ognisko/grilla (to była jakaś połowa lipca), i wspólnie postanowiliśmy, że zaprosimy też jego kuzynkę. Zgodziła się, grill się odbył; jednak pierwszego girlla nie będę wspominał dobrze. W skrócie napiłem się za dużo, nie podobało się jej moje zachowanie, no i było mi głupio. Ale po tym grillu, 2 dni później był kolejny, na który zaprosiła mnie sama Emilia. Powiedziała, żebym zapomniał o tym ostatnim itd. No i na tym właśnie grillu zebrałem się, aby pogadać z nią o uczuciach. Zbierałem się do tego jakieś kilka godzin, ale w końcu wziąłem ją na rozmowę, z której wyniknęło, że i ona mi sie podoba i ja jej. Jednak powiedziała, że "musimy zaczekać na odpowiedni moment". Niezbyt wiedziałem co miała na myśli, ale nie dopytywałem. No i po tej rozmowie nasza znajomość wyglądała niemal tak samo jak wczesniej, niestety (liczyłem na to, że coś ruszy w kierunku związku). Mój zawód był tym większy, że za nami była już połowa wakacji, a mi bardzo zależało, żeby ten związek się udał we wakacje. Po prostu wtedy mielibyśmy dla siebie względnie dużo czasu; tylko względnie, bo Emilka od kilku lat tańczy, bierze taniec bardzo na poważnie, trenuje 5 dni w tygodniu, przez co mimo wszystko tego czasu jest mniej. Ale no, wakacje leciały dalej, a ze związku wciąż nic. Nie chciałem zapraszać Emilii na kolejne spotkanie, bo uznałem, że to będzie dla niej za szybko, ale pewnego razu Kuba powiedział mi słowa Emilii. Powiedziała mu, że kur*** ją, że jestem taką pizdą, że boję się zaprosić ją na spotkanie. Po tej wiadomości postanowiłem lekko zmienić sposób swojego działania i zaprosilem ją na spotaknie, ale odmówiła, tłumacząc się brakiem czasu. Myślałem "spoko, każdemu się zdarza, spytam za kilka dni". No i spytałem, ale znowu to samo. Wtedy już byłem lekko zaniepokojony, ale próbowałem dalej. Skończyło się na 4 albo 5 próbach, nieudanych próbach. Pomyślałem sobie wtedy, że juz nic do mnie nie czuje i dlatego tak się zachowuje. Później w trakcie pisania wyniknęło, że wciąż mnie kraszuje, ale że przez brak czasu boi się wchodzić w związek, bo może się szybko rozpaść. Ja jej tłumaczyłem, że to nie problem, że jakoś damy radę itd, ale ona wciąż swoje, więc znowu zaprzestaliśmy na tym, że musimy poczekać na odpowiedni moment. W końcu przyszedł rok szkolny, a co za tym idzie brak czasu itd. Właściwie to jedynym aspektem, który sprawiał, że chciało mi się żyć, to wizja przyszłego związku z Emilią. Jednak pewnego dnia, w pierwszym tygodniu szkoły po pisaniu z Emilią wynikła bardzo smutna rzecz. Emilia napisała, że w tym roku nie da rady być w związku, że po prostu nie (wszystko przez, jej zdaniem, brak czasu). Gdyby na tym się skończyło, to spoko, ale ona dopisała jeszcze, że pogodziła się z myślą, że nic raczej nie wyjdzie i że chyba obydwoje powinniśmy odpuścić. Dla mnie to było mega szokujące, ale powalczyłem. Ustaliliśmy, że spróbujemy wejść w związek pod koniec roku szkolnego, gdy zrobi się luźniej itd. Było to dla mnie bolesne, ale próbowałem jakoś z tym żyć. Mimo tego, że napisała że odpuszcza, to ja nie chciałem odpuścić i wciąż starałem się pokazywać, jak bardzo mi na niej zależy (np. kupienie kwiatów itd. na urodziny). I właśnie po tych kwiatach coś się wyraźnie zepsuło. Przestała do mnie pisać, wyglądała jakby miała mnie gdzieś, takie "I don't care" (wcześniej to prawie zawsze ona pisala do mnie pierwsza, było widać, że chce). Wtedy zaczął się mój mega dołek i mega nasilona depresja, która trwa do teraz. Najgorsze było to, że nie wiedziałem dlaczego tak się zachowuje. Po niecałych 2 tygodniach postanowiłem spytać jej przyjaciółki co się dzieje (mogłem liczyć na poufność z jej strony itd). No i dowiedziałem się kilku rzeczy. Po pierwsze to, że odebrała ten mój prezent w postaci kwiatów jako jakieś żądania wobec niej (żądania o związek); oczywiście nie takie miałem intencje. Po drugie to to, że nie jest gotowa na związek, że nie da rady być w związku, że nie nadaje się do tego, że nie będzie miała żadnego chłopaka ani męża, ani nic (nikt nie wie dlaczego ma takie podejście, kompletnie nikt). Ta wiadomość szczególnie mnie zabolała. Dowiedziałem się też dlaczego nie pisze. Myślała, że pisząc ze mną rani mnie tym, że nie chce być teraz w związku (fakt, nie było to przyjemne, ale przecież rozumiałem to, ona też wiedziała, że rozumiem), więc wraz z przyjaciółką (tą, do której napisałem) postanowiła, że lepiej jak ograniczy kontakt do zera, żeby mnie nie ranić, a to wszystko przez to, że jej na mnie zależy itddd. Ta przyjaciółka próbowała ją nakłonić na związek, ale nie udało się. Emilia bardzo chciałaby się ze mną przyjaźnić, wciąż się jej mega podobam (słowa tej przyjaciółki). Ale właśnie ta przyjaciółka powiedziała jej, że bycie przyjaciółmi to chujowy pomysł w tej sytuacji, bo obydwoje coś do siebie czujemy i no. Ta przyjaciółka miała pogadać z Emilią na temat tego nie pisania, wytłumaczyć jej, że narazie mi nie przeszkadza, że póki co będziemy przyjaciółmi itd, ale reakcji brak, Emilia wciąż nie napisała, co oznacza, że po prostu nie chce. Pisząc teraz ten wpis mijają 3 tygodnie odkąd nie piszę z Emilią. Raz, 2 tygodnie temu się nawet przypadkowo spotkaliśmy, bo mamy swoje szkoły na przeciwko, ale nic z tego spotkania nie wyszło, nie napisała. Od tych 3 tygodni jestem wrakiem człowieka, Dodatkowo nie wierzę w słowa które powiedziała mi jej przyjaciółka. Moim zdaniem ona nie pisze tylko dlatego, że ma mnie gdzieś i męczyło ją pisanie ze mną. Ewentualnie znalazła sobie inny obiekt westchnień i tyle. Ponadto boli mnie to, że przez cały czas pisała, że nie da rady, bo nie ma czasu, a jak sie okazuje, to wcale nie o to chodzi (to tylko utwierdza mnie w tym, że to problem dotyczący mnie, a nie czasu). Zacząłem się ciąć, robię to regularnie od tych 3 tygodni, mam myśli samobójcze (nawet 1 próbę w ciągu tych 3 tygodni), pół dnia potrafię przepłakać, w szkole ledwo funkcjonuję, a to wszystko jest podsycane przez świadomość, że Emilia jest oddalona ode mnie o kilkanaście metrów (tak jak pisałem wcześniej, szkoły na przeciwko), a jest dla mnie bardziej nieuchwytna niż kiedykolwiek. Patrząc na jej szkołe, przechodząc koło jej szkoły (czyli codziennie minimum 2 razy) od razu myślę o niej i wariuję.
Jak widzicie to baaaardzo się rozpisałem a i tak czuję i wiem, że nie zawarłem tam wszystkiego, co mi leży na sercu. Na przykład nie dokończyłem wątku z lekami na uspokojenie (w skrócie to czekanie na odpowiedni moment itd. wykańczało mnie). I jeśli przeczytałeś/aś to wszystko to podziwiam i dziękuję, to wiele dla mnie znaczy. Teraz moje pytanie do was, co mam robić, co mam myśleć? Jak naprawić moją relację z nią, jak sprawić, abyśmy byli w związku? Jak przestać choć na chwilę myśleć o tej chorej sytuacji? (wszelkie czynności które wcześniej sprawiały mi radość, teraz tego nie robią, są dla mnie męczące, tak jak wszystko z resztą) .Emilia jest dla mnie całym światem, bez niej nie będę w stanie funkcjonować, więc prosiłbym o nie pisanie odpowiedzi typu "nie martw się, znajdziesz inną", bo ja nie chcę innej, nigdy. Jej brak sprawia, że totalnie nie mam chęci do życia. W głębi serca mam nadzieję na związek, jednak wiem, że szanse na to są coraz mniejsze. Jeszcze raz dziękuję, peace.
 

  

taktak25

User


Dołączył: 05 Maj 2019

   

Wysłany: 2019-10-07, 01:43   

Problemy milosne... Kazdy to przechodzil. Nie ma zlotego srodka, bo zycie byloby zbyt latwe. Jezeli nie masz hobby ani znajomych to bedzie ciezko. Mi pomagali przyjaciele i sport. Pomoglo.
 

Przemon  

User


Wiek: 16

Dołączył: 06 Paź 2019

   

Wysłany: 2019-10-07, 19:43   

taktak25 napisał/a:

Problemy milosne... Kazdy to przechodzil. Nie ma zlotego srodka, bo zycie byloby zbyt latwe. Jezeli nie masz hobby ani znajomych to bedzie ciezko. Mi pomagali przyjaciele i sport. Pomoglo.


Sport mi pomagał, przez ponad rok trenowałem MMA, ale odkąd wynikła ta cała sytuacja, to nie jestem w stanie czerpać z niczego przyjemności. A co do przyjaciół, to właściwie mam tylko jednego, to właśnie ten Kuba, jej kuzyn. Ale no, kontakt teraz się zrobił gorszy, głupio tak pisać tylko wtedy, gdy chce się pomocy.
 

  

kotekmagellanek  

User


Imię: Madzia

Wiek: 17

Dołączyła: 30 Sie 2017

   

Wysłany: 2019-10-07, 20:31   

1. Strasznie mi przykro z Twojego powodu, smutna historia :( ale proszę, cokolwiek się stanie, nie poddawaj sie i nie rezygnuj! Życie jest tak wartościowe, że zawsze jest sens o nie walczyć (wiem, że w Twojej sytuacji zapewne są to puste słowa, ale.. prawdziwe)
2. Nie znam Was i nie moge ocenić obiektywnie tej sytuacji, ale kierując się Twoim opisem postaram sie coś poradzić. Nie wierz temu bezwzględnie, bo nie mam pełnego obrazu sytuacji.
3. To dziwne, że Emilia nie zgadza sie na związek z powodu braku czasu. Znam pary ludzi, którzy oboje chodzą do szkół muzycznych i mają mnóstwo zajęć dodatkowych (szkoła muzyczna to ogromny pochłaniacz czasu, zajmuje prawie tyle godzin, co w zwykłym liceum) i są razem, maja dla siebie czas. Jeżeli naprawdę czegoś chcesz i kogoś kochasz, to da sie wszystko zrobić żeby dać mu swój czas. Dlatego ustalanie, kiedy wejdziemy w związek, jest dla mnie dziwne. Związek to nie szkoła czy zajęcia, które możemy sobie zaplanować i ustalić, to miłość i nie można ustalać, kiedy kogoś kocham, a kiedy nie. Wcześniej czy później i tak pójdziecie do szkoły/pracy i to będzie właśnie sprawdzian, czy faktycznie się kochacie, czy też sie rozejdziecie. Właśnie na tym polega miłość, że bez względu na to, ile mam obowiązków, zawsze jestem przy tej drugiej osobie. Znam parę, w której dziewczyna mieszka na drugim krańcu Polski, a mimo to są juz razem kilka lat i bardzo sie kochają. Da się? Da!
I nie mówię tutaj, że ona Cię nie kocha i że sie wykręca tylko... że to słaby argument na nie wchodzenie w związek.
4. Smutną rzeczą jest, że dziewczyny często nie mówią wprost, tylko coś sobie wymyślą i są pewne, że myślisz tak samo (też tak czasem robie, ale coraz częściej odkrywam, jak wielki to błąd). Ty ciągle nie wiesz nic wprost, tylko musisz sie domyślać, co ona chce lub myśli. I tu jest błąd! Skoro jej szkoła jest na przeciwko Twojej, to weź sie na odwagę, idź do niej i szczerze z nia porozmawiaj! Przecież to jest dziewczyna, którą kochasz, powinniście sie rozumieć i ze soba rozmawiać, a nie chować! Powiedz jej, co czujesz, jak Cię to wszystko smuci. Wytłumacz, że nie naciskasz na związek i że dajesz jej czas, ale że zależy Ci na utrzymaniu kontaktu i że to bardzo dla Ciebie ważne. Po prostu bądźcie wobec siebie szczerzy i powiedzcie sobie co czujecie, bo inaczej nigdy nie dojdziecie do porozumienia.
5. Sprawa związana z wcześniejszą. Dlaczego dowiadujesz sie o niej przez osoby pośrednie? To trochę niemęskie zachowanie... Nie powinno sie tak robic,bo to w niczym nie pomagasz. To Ty masz ocenić, jak ona sie czuje, sam z nią porozmawiać i usłyszeć jej zdanie, które kieruje do Ciebie, a nie do kogoś innego. Miej odwagę i zrób ten krok! Idź do niej osobiście!
6. Czy ona wie o Twojej depresji? Powinna wiedzieć, jeżeli wasza relacja jest czymś poważnym.
7. Czy zastanawiałeś sie może nad ponowną wizytą (chociażby jednorazową) u psychologa? To mogłoby chyba trochę pomóc, bo wydaje mi się, że jesteś w cięzkim stanie i boje sie o Ciebie.
8. Chętnie bym z Toba porozmawiała na żywo, bo tak to cięzko radzić,ale przede wszystkim: nie załamuj się! Walcz o nią do końca, skoro jest tego warta. Początkiem tej walki MUSI być szczerość.
9. A co do szkoły... Też nie znam dokładnie sytuacji, ale wydaje mi się, że możesz jeszcze trochę poczekać z oceną, minął miesiąc. Może jest ktoś na uboczu, kogo nie poznałeś dobrze, a okaże sie fajny? I szukaj pozytywów, chociaż malutkich. Może jakiś nauczyciel świetnie uczy, może jakiś kolega ma podobne zainteresowania, a może jest gdzieś miły kącik, w którym przyjemnie jest siedzieć? Poszukaj, na pewno coś znajdziesz! Wtedy łatwiej przetrwać i dać sobie radę. Bo na pewno dasz sobie radę. Wierzę w Ciebie. I Ty w siebie uwierz, a będzie wszystko dobrze!
Pozdrawiam cieplutko i trzymam mocno za Was kciuki!
Madzia
 

Przemon  

User


Wiek: 16

Dołączył: 06 Paź 2019

   

Wysłany: 2019-10-07, 23:53   

kotekmagellanek napisał/a:

1. Strasznie mi przykro z Twojego powodu, smutna historia :( ale proszę, cokolwiek się stanie, nie poddawaj sie i nie rezygnuj! Życie jest tak wartościowe, że zawsze jest sens o nie walczyć (wiem, że w Twojej sytuacji zapewne są to puste słowa, ale.. prawdziwe)
2. Nie znam Was i nie moge ocenić obiektywnie tej sytuacji, ale kierując się Twoim opisem postaram sie coś poradzić. Nie wierz temu bezwzględnie, bo nie mam pełnego obrazu sytuacji.
3. To dziwne, że Emilia nie zgadza sie na związek z powodu braku czasu. Znam pary ludzi, którzy oboje chodzą do szkół muzycznych i mają mnóstwo zajęć dodatkowych (szkoła muzyczna to ogromny pochłaniacz czasu, zajmuje prawie tyle godzin, co w zwykłym liceum) i są razem, maja dla siebie czas. Jeżeli naprawdę czegoś chcesz i kogoś kochasz, to da sie wszystko zrobić żeby dać mu swój czas. Dlatego ustalanie, kiedy wejdziemy w związek, jest dla mnie dziwne. Związek to nie szkoła czy zajęcia, które możemy sobie zaplanować i ustalić, to miłość i nie można ustalać, kiedy kogoś kocham, a kiedy nie. Wcześniej czy później i tak pójdziecie do szkoły/pracy i to będzie właśnie sprawdzian, czy faktycznie się kochacie, czy też sie rozejdziecie. Właśnie na tym polega miłość, że bez względu na to, ile mam obowiązków, zawsze jestem przy tej drugiej osobie. Znam parę, w której dziewczyna mieszka na drugim krańcu Polski, a mimo to są juz razem kilka lat i bardzo sie kochają. Da się? Da!
I nie mówię tutaj, że ona Cię nie kocha i że sie wykręca tylko... że to słaby argument na nie wchodzenie w związek.
4. Smutną rzeczą jest, że dziewczyny często nie mówią wprost, tylko coś sobie wymyślą i są pewne, że myślisz tak samo (też tak czasem robie, ale coraz częściej odkrywam, jak wielki to błąd). Ty ciągle nie wiesz nic wprost, tylko musisz sie domyślać, co ona chce lub myśli. I tu jest błąd! Skoro jej szkoła jest na przeciwko Twojej, to weź sie na odwagę, idź do niej i szczerze z nia porozmawiaj! Przecież to jest dziewczyna, którą kochasz, powinniście sie rozumieć i ze soba rozmawiać, a nie chować! Powiedz jej, co czujesz, jak Cię to wszystko smuci. Wytłumacz, że nie naciskasz na związek i że dajesz jej czas, ale że zależy Ci na utrzymaniu kontaktu i że to bardzo dla Ciebie ważne. Po prostu bądźcie wobec siebie szczerzy i powiedzcie sobie co czujecie, bo inaczej nigdy nie dojdziecie do porozumienia.
5. Sprawa związana z wcześniejszą. Dlaczego dowiadujesz sie o niej przez osoby pośrednie? To trochę niemęskie zachowanie... Nie powinno sie tak robic,bo to w niczym nie pomagasz. To Ty masz ocenić, jak ona sie czuje, sam z nią porozmawiać i usłyszeć jej zdanie, które kieruje do Ciebie, a nie do kogoś innego. Miej odwagę i zrób ten krok! Idź do niej osobiście!
6. Czy ona wie o Twojej depresji? Powinna wiedzieć, jeżeli wasza relacja jest czymś poważnym.
7. Czy zastanawiałeś sie może nad ponowną wizytą (chociażby jednorazową) u psychologa? To mogłoby chyba trochę pomóc, bo wydaje mi się, że jesteś w cięzkim stanie i boje sie o Ciebie.
8. Chętnie bym z Toba porozmawiała na żywo, bo tak to cięzko radzić,ale przede wszystkim: nie załamuj się! Walcz o nią do końca, skoro jest tego warta. Początkiem tej walki MUSI być szczerość.
9. A co do szkoły... Też nie znam dokładnie sytuacji, ale wydaje mi się, że możesz jeszcze trochę poczekać z oceną, minął miesiąc. Może jest ktoś na uboczu, kogo nie poznałeś dobrze, a okaże sie fajny? I szukaj pozytywów, chociaż malutkich. Może jakiś nauczyciel świetnie uczy, może jakiś kolega ma podobne zainteresowania, a może jest gdzieś miły kącik, w którym przyjemnie jest siedzieć? Poszukaj, na pewno coś znajdziesz! Wtedy łatwiej przetrwać i dać sobie radę. Bo na pewno dasz sobie radę. Wierzę w Ciebie. I Ty w siebie uwierz, a będzie wszystko dobrze!
Pozdrawiam cieplutko i trzymam mocno za Was kciuki!
Madzia


O, to miłe z Twojej strony, że tak dogłębnie weszłaś w tę historię, bardzo to doceniam. Teraz może odpowiem na pytania, wytłumaczę parę kwestii.
3. Mam dokładnie takie samo zdanie na ten temat jak Ty. Czas nie jest żadną przeszkodą, jak się chce, to można wszystko. No właśnie, jak się chce, to jest zdanie klucz..
4. Myślałem o tym, żeby podejść do niej i z nią po ludzku porozmawiać, ale jej nastawienie do wszelkich spotkań z wakacji jakoś mnie odtrąciły, cały czas mi się wydaje, że ona nie chce żadnych spotkań. Wiem, że rozmowa w 4 oczy byłaby najlepszym możliwym rozwiązaniem, ale nie wiem, czy jest to osiągalne. Ale cóż, powinienem spróbować.
5. Co do tego punktu...napisałem do jej przyjaciółki dlatego, że prędzej od niej dowiedziałbym się prawdy, niż od Emilii; gdybym porozmawiał z Emilią, to zaczęłaby wymyślać wiele rzeczy i zapewne nie dowiedziałbym się niczego, albo przynajmniej niczego w stu procentach prawdziwego. Odkąd się zorientowałem, że "brak czasu" nie jest głównym powodem jej obaw co do związku, to podchodzę z dystansem do tego, co mówi. Ale znowu muszę przyznać rację..mimo jej braku chęci do rozmowy, to tak czy siak jest to najlepsza opcja.
6. Często wspominałem o swojej depresji, ale moim zdaniem ona nie bierze tego na poważnie, myśli, że sobie żartuję, czy coś.
7. Zastanawiałem się nad kolejną wizytą, nawet dosyć poważnie, ale boję się przyznać przed rodzicami, że znów mam problem.
8. Co do walki, to napewno będę walczył, nie odpuszczę sobie tego, nie po takim czasie. Tylko nie wiem jak ta walka miałaby wyglądać...często się zastanawiam nad daniem jej tej swobody, i że skoro nie chce pisać, to nie będziemy pisać, ale jednocześnie w środku czuję, że każdy tydzień bez jakiegokolwiek kontaktu będzie coraz gorszy i trudniejszy do zniesienia. Poza tym boję się, że gdybym totalnie odpuścił z kontaktem, to wtedy w ogóle by się już nie odezwała.
9. Jakbym pomyślał nad pozytywami to owszem, napewno bym znalazł kilka. Ale przez sytuację w jakiej się znajduję (mówię tu głównie o relacji z Emilią) nie potrafię czerpać radości z czegokolwiek, doszukiwać się pozytywów itd..
Jeszcze raz dziękuję za zaangażowanie, doceniam to ^^
 

Ratol  

User


Imię: Mateusz

Wiek: 27

Dołączył: Dzisiaj 9:52

Skąd: Toruń

   

Wysłany: Dzisiaj 15:17   

Hmm...

Przede wszystkim chyba jednak bez psychologa się nie obejdzie. Może spróbuj najpierw do szkolnego ( tak wiem nowa szkoła i ni chciałbyś zaczynać od psychologa szkolnego) może się okazać że to całkiem fajna osoba która postara się Ci pomóc. Nie wiem jakie masz relację z rodzicami ale myślę że powinni wiedzieć o twoim problemie, jeśli pomagali Ci w przeszłości teraz też pomogą. Myśli samobójcze/ próby samobójcze do niczego dobrego nie prowadzą. Potrzebna Ci pomoc psycholog lub psychiatra (lekarz jak każdy inny, nie tylko "dla głupich" jak myśli część społeczeństwa). Życie jest fajne choć czasem bardzo boleśnie kopie w dupę. Ty masz przed sobą całe życie masz dopiero 16 lat. Tak jak już wspomniano na forum idź i pogadaj z nią. Ale tak szczerze od serca, powiedz co Cię boli co myślisz. Jeśli faktycznie coś do Ciebie czuje to powinna zrozumieć i się określić bo jak na razie widzę że się trochę na niej zafiksowałeś i świata poza nią nie widzisz. Postaraj się odnowić/polepszyć relację z kuzynem. Może wspólne wyjście na basen/siłownię? (przy okazji się trochę rozładujesz emocjonalnie). Będziecie mieli okazję żeby spokojnie pogadać na temat tej dziewczyny może kuzyn wie coś więcej.
 

Forum młodzieżowe e-Mlodzi.com