Panel logowania

Nie masz jeszcze konta na e-Mlodzi.com?

Zarejestruj się!

Zapomniałeœ hasła?

Przypomnij je

Autor

Wiadomość

Porcelana.  

Pogromca postów

Laura Palmer



Dołączyła: 13 Lut 2009

   

Wysłany: 2012-05-27, 18:13   

W moim przypadku są dwie opcje. Widzę siebie ALBO w białej, prostej sukni skrojonej na kształt "rybki", bez zbędnych tiuli, falban i koronek, jedynie z toczkiem z boku głowy i woalką zasłaniającą skos twarzy... Coś w stylu panny młodej żywcem przeniesionej z przedwojennej katedry, w stylu lat 20. i panem młodym w stylizowanym na ten okres smokingu u boku. ALBO w prostej, odcinanej pod biustem sukience, zrobionej z lejącego się, lekkiego materiału, blond lokami schowanymi pod delikatnym, długim welonem i bukietem kwiatów w pastelowych odcieniach. Do tego jakieś pastelowe (np. liliowe) buty, makijaż w takich kolorach i ślub w małej, drewnianej kaplicy. Po ślubie zmieniłabym welon na wianek zrobiony z takich samych kwiatów, z których byłby bukiecik i już.
Wesela w ogóle sobie nie wyobrażam, najlepiej byłoby, gdyby nie było go wcale. Jednak jeśli już koniecznie będzie musiało być, to fajnie, gdyby była to elegancka kolacja zorganizowana w jakimś niekonwencjonalnym miejscu - w ogrodzie jakiegoś dworku, na oświetlonym lampionami molo, w palmiarni... pomysłów mam mnóstwo. Ze swingującą na żywo kapelą i garstką najbliższych nam osób.
_________________
Później luki w pamięci, zapatrzenia w okno -
tam mała dziewczynka w bloku naprzeciwko
uśmiecha się z żyletką pomiędzy zębami.
Myślę o jej chłodnych pocałunkach.




fire, walk with me...
 

Martynella  

Wymiatacz


Dołączyła: 10 Maj 2012

   

Wysłany: 2012-05-28, 19:14   

Nie wiem jak będzie wyglądał mój ślub ani czy w ogóle dojdzie do skutku, ale wiem, że na pewno nie będzie kapeli z wodzirejem, disco polo ani sukni-bezy. Będzie elegancko i będą Beatlesi. Jeśli - jak już wspominałam - będę brała ślub.
 

akwarela  

Wymiatacz



Imię: Agnieszka

Dołączyła: 10 Lis 2011

Skąd: Warszawa

   

Wysłany: 2012-05-29, 08:50   

Martynella napisał/a:

Nie wiem jak będzie wyglądał mój ślub ani czy w ogóle dojdzie do skutku, ale wiem, że na pewno nie będzie kapeli z wodzirejem, disco polo ani sukni-bezy. Będzie elegancko i będą Beatlesi. Jeśli - jak już wspominałam - będę brała ślub.



Moja znajoma też tak mówiła, ale wymiękła bo nikt się nie chciał bawić przy jej muzyce i goście się nudzili. Ale jak poleciało "Jesteś szalona"... :mrgreen:
 

cala_w_trawie  

Hiper wymiatacz

alternatywna



Imię: Anet

Wiek: 25

Dołączyła: 06 Lut 2012

Skąd: z lubelskiej wsi

   

Wysłany: 2012-05-29, 09:25   

MY, świadkowie, mały drewniany kościół (mój parafialny pasuje idealnie), skromna biała sukienka, bose stopy, płatki róż, a po ślubie długa noc...

Warto czasem pomarzyć.

Wersja ojca:
"No jak to bez wesela? Będzie na 300 osób! I na pewno z wódką, bo goście by nie przyszli, gdyby było bez!".
 

Evana  

User



Wiek: 24

Dołączył: 22 Kwi 2012

Skąd: Opolskie

   

Wysłany: 2012-05-31, 19:59   

Tylko ja i on. Skromna sukienka, rozpuszczone włosy z wpiętą czarną różą, mały kościółek, wszystko ciche i bez gości. Zdradzić nas mogą tylko obrączki na palcach... Później na zawsze do miejsca, jak najdalej stąd.
_________________
Why so serious ?
 

cappuccino  

VIP



Imię: Mama Madzia

Wiek: 32

Dołączyła: 04 Paź 2009

   

Wysłany: 2012-06-01, 15:56   

Cytat:

nie ma mowy, aby rodzice mi się do tego dokładali. Tak samo, jak nie chcę, żeby kupili mi mieszkanie czy coś w ten deseń. Chcę dojść do tego wszystkiego sama, aby nikt mi nigdy nie zarzucił, że "bez nas nie miałabyś tego i tamtego." Dziwię się nieco ludziom, którzy się godzą, aby ich dorosłe życie fundowali im rodzice. Taki oksymoron.



Nie zawsze przyszli małżonkowie posiadają finansowe możliwości, aby samemu wyremontować mieszkanie i zorganizować sobie ślub. Nie wszyscy rodzice lubią też przypominać swoim dzieciom, że im pomogli. Moi rodzice i teściowie bardzo nam pomogli, bez nich mieszkalibyśmy z mężem pod wiaduktem. Mieszkanie z rodzicami nie wchodziło w grę, nikomu tego nie polecam, nawet, jeśli kontakty z rodzicami czy teściami ma super, młodzi powinni od początku tworzyć swoją czasoprzestrzeń.
Tak samo ze ślubem, gdyby nie rodzice i teściowie skończyłoby się na Mszy i domowym obiedzie. Na pewno nie byłoby w związku z tym jakiejś tragedii - najważniejsze jest, z KIM się wiążesz, a nie, w jakiej oprawie. Ale moi rodzice i teściowie wspólnie uważali, że ten dzień dla wszystkich - dla nas i dla nich - powinien być piękny, więc organizowali wesele razem z nami - zbliżyło nas to do siebie, dawali swoje sugestie i nieraz tłumaczyli nam, dlaczego nasze pomysły są zbyt zwariowane jak na wesele - i mieli rację. Z resztą na wesele proszą nie tylko młodzi, ale również rodzice. Moim zdaniem rodzice powinni młodym pomóc w tym kroku - sama mam zamiar dopomóc finansowo moje dziecko - osoba, która dopiero, co zaczęła pracę nagle nie zarobi 20 tysięcy złotych na wesele, młodzi musieliby wejść w życie z potężną finansową „raną na ciele”… wiadomo, wszystko zależy od sytuacji, bo jeden młody będzie za ten gest wdzięczny całe życie, inny stanie się pasożytem swoich rodziców, ale akurat dla Nas było to niesamowicie ważne, bo chcieliśmy już być razem. Bez ich pomocy długo byśmy jeszcze nie mogli.
?lub miałam taki normalny, kościół, sala, kapela dwu osobowa, do 3 nad ranem, a potem do 5 sprzątnie (zabieranie jedzonka, co zostało itd.) spać poszłam o 5:20, tego samego dnia poprawiny w formie obiadu… suknie miałam prostą, aby się łatwo tańczyło i nie wydało na nią fortuny ;) … Było wesoło, tanecznie, a fryzjerka wbiła mi w głowę tyle wsuwek, że pod koniec imprezy marzyłam już tylko o tym, aby rozplątać kok. Niczego bym z tamtego dnia nie zmieniła. :-)
_________________


http://mama24na7.blog.pl/
 

Ostia  

VIP


Dołączyła: 02 Lut 2009

   

Wysłany: 2012-06-01, 16:01   

cappuccino, rozumiem twoje podejście. Jeżeli jednak zdecyduję się na wyjście za mąż, wielki, kolejny krok ku dorosłości - to nie chcę, aby ktokolwiek mi ową dorosłość fundował. Bo to straszne uproszczenie.
A być ze sobą można i bez ślubu.
To ma być ślub, a nie zabawa sponsorowana przez innych.
 

cappuccino  

VIP



Imię: Mama Madzia

Wiek: 32

Dołączyła: 04 Paź 2009

   

Wysłany: 2012-06-01, 16:34   

Zależy, jak kto rozumie ślub i wesele. ?lub był najważniejszy - wesele, to już druga sprawa, mniej ważna. Ale jak pisałam, rodzice chcieli nam pomóc, aby wyglądało to tak, abyśmy to pięknie wspominali, a finansowo nie byliśmy w stanie sobie tego zapewnić. W naszym przypadku mieszkanie razem nie wchodziło w grę, ale to kwestia wiary, która w tej dyskusji (w tym temacie) jest nieważna. Wszystko zależy, jak ktoś jest wychowany. Niektórzy całe życie dostawali od rodziców całusy w pupcię i do końca życia będą się w dorosłość bawić. Ale wielu młodych wychowywanych jest na ludzi samodzielnych i wtedy taki prezent od rodziców niezwykle cieszy - miło jest, kiedy rodzic widząc, jak ich dziecko i jego przyszły mąż (czy żona) się stara nagle obdarza go takim zaufaniem i pomaga mu w tych pierwszych krokach. Mogę tylko za siebie sie wypowiadać, ale dla mnie to był wspaniały gest, jestem im niezwykle wdzięczna. I nie czuję się, jakby zafundowali mi dorosłość :-) , pomogli mi zorganizować finansowo zabawę po ślubie - ale życia nie zorganizują mi nigdy, tu każdy musi sam dać sobie radę... to znaczy w dwójkę :D.
Więc myślę, że zależy od podejścia, kontaktu z rodzicami, sposobu wychowania itd.

Tak czy siak każde podejście jest dobre, jeśli i młodzi i rodzice są szczęśliwi, tak myślę.
_________________


http://mama24na7.blog.pl/
 

Ostia  

VIP


Dołączyła: 02 Lut 2009

   

Wysłany: 2012-06-01, 16:41   

Cytat:

Tak czy siak każde podejście jest dobre, jeśli i młodzi i rodzice są szczęśliwi, tak myślę.


Powiedziałabym, że w tym wypadku bardziej liczy się szczęście młodych :)
 

slow  

Moderator



Wiek: 28

Dołączyła: 15 Gru 2008

Skąd: Barcelona

   

Wysłany: 2012-06-01, 18:56   

cappuccino napisał/a:

Mieszkanie z rodzicami nie wchodziło w grę, nikomu tego nie polecam, nawet, jeśli kontakty z rodzicami czy teściami ma super, młodzi powinni od początku tworzyć swoją czasoprzestrzeń.


Ja dzielę dom z rodzicami mojego Faceta i w żaden sposób nie czuję, by zostało mi to odebrane. Dlatego uogólnienia nie są tutaj wskazane. Są różne warunki mieszkaniowe i wspólne mieszkanie nie musi także nieść za sobą jakiejkolwiek zażyłości, czy ograniczoności. :-)

Nie wyobrażam sobie, by traktować finansowe wsparcie od rodziców jako coś ubliżającego. My także zyskaliśmy dzięki temu możliwość do remontu naszego mieszkania, ale w żaden sposób nie zafundowano mi tym odpowiedzialności za siebie oraz swoje życie, która jest miarą dorosłości. Skorzystanie z pomocy nie oznacza pozbawienia zależności. Czasem jest ona niezbędna wręcz niezbędna, by móc się rozwijać. Paradoksalnie właśnie po to, by osiągnąć niezależność finansową.

Z pewnością nie jesteśmy w stanie z Narzeczonym pokryć wszystkich kosztów związanych ze ślubem. Po mimo tego, że będzie to skromna uroczystość, bez wesela, lecz z obiadem w gronie przyjaciół. Jednak nie chciałabym także odkładać tej chwili na dzień, w którym będę wiedziała, że z mojej wypłaty kupię sobie suknię ślubną.
Odkładanie jednak takich chwil do czasu, aż pojawi się taka, a nie inna zdolność finansowa postrzegam jako bardzo ryzykowne.

Sam ślub pewnie odbędzie się w moim rodzinnym mieście. Z gronem najbliższych mi osób. Chcę, by ludzie, którzy będą ze mną w tej chwili rzeczywiście będą znaczyli dla mnie wiele. Nie sądzę, bym potrafiła zaprosić daleką rodzinę. Jest to dla mnie zbyt intymna chwila.
_________________
Drugs&hugs.
 

ColdZero  

User

PainKiller



Imię: Karol

Wiek: 20

Dołączył: 01 Cze 2012

Skąd: Warszawa

   

Wysłany: 2012-06-01, 21:28   

Moim wymarzonym ślubem jest jego brak.
 

DeSade  

Pogromca postów



Dołączyła: 20 Lip 2011

   

Wysłany: 2012-06-02, 09:46   

"Moim wymarzonym ślubem jest jego brak."

Genialny!


"Po ślubie zmieniłabym welon na wianek zrobiony z takich samych kwiatów, z których byłby bukiecik i już."

Wianki, tylko dla dziewic z tego co wiem.
_________________
W miękkim futrze kota
 

Ostia  

VIP


Dołączyła: 02 Lut 2009

   

Wysłany: 2012-06-02, 10:22   

Czy odkładanie tego momentu, aż będzie się wypłacalnym, jest ryzykowane? Nie wiem.
Powiedziałabym raczej, że to właśnie rzucenie się z motyką na słońce, w myśl "rodzice mi dadzą pieniądze" może stwarzać pewne ryzyko.
To, że sama będę w stanie zapłacić za taką uroczystość sprawi, że poczuję się bezpiecznie - bo ślub ślubem, ale przecież po nim tez jest życie, za które trzeba będzie zapłacić.
Dla mnie jest to po prostu odpowiedzialne zachowanie - chcę być w związku małżeńskim - więc jednocześnie muszę stać się niejako samowystarczalna, bez drenowania kiesy rodziców.
Ale naturalnie, nie umniejszam ślubu osób, które na owy dostały. Jedynie kwestia tego, czy będą potrafili uszanować to, co im tak łatwo przyszło, ale to pewnie skrajne przypadki, które można pominąć.

Co do wspólnego mieszkania z teściami. Nie, nie, nie.
Nie przekona mnie zdanie, że "my mamy jedno piętro dla siebie, które w zasadzie stanowi odrębne mieszkanie, a oni mają swoje." Nie ma czegoś takiego, jak "samodzielne mieszkanie w domu rodziców". I chociażby byli najwspanialsi, to i tak czułabym krępację spowodowaną mieszkanie w ICH domu.
Wolę mieć swoje, nawet małe gniazdko. Ale jak będę chciała chodzić nago, to nie będę musiała się nikim przejmować. Będę chciała zrobić sobie basen w ogródku - też nie będę musiała pytać ich zdanie.
Ciasne, ale własne.
 

Porcelana.  

Pogromca postów

Laura Palmer



Dołączyła: 13 Lut 2009

   

Wysłany: 2012-06-02, 12:22   

Już pomijając fakt finansowania/niefinansowania wesel przez rodziców, to zawsze zastanawiało mnie jedno - czy nie lepiej kasę, jaką rodzice wwalą w to, żeby 200 osób suto się najadło i popiło, wykorzystać na wpłatę własną kredytu na mieszkanie/remont/meble/podróż poślubną? To dla mnie odwieczna zagadka - rodzice wyprawiają huczne wesele, z sześcioma gorącymi posiłkami, kapelą weselną i litrami wódki, a później gniotą się z młodymi w kilku pokojach swojego mieszkanka, które para mebluje przypadkowymi gratami zwożonymi ze swoich domów. Przecież organizacja takiego przyjęcia to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, które równie dobrze można przeznaczyć na swój własny start w dorosłe życie.

A propos mieszkania z teściami - będę starała się tego unikać do końca życia. Niezależnie od tego czy chodzi o moich, czy o jego rodziców. Uwielbiam swoją teściową, ale nie wyobrażam sobie tego, że miałybyśmy dzielić wspólną kuchnię czy łazienkę. Jedna drugiej wchodziłaby w drogę, zwłaszcza, że obie mamy dość podobne charaktery. No i nie wierzę, że po dłuższym czasie nie staje się to męczące dla obu stron. Chociażbym miała mieszkać w kawalerce, to w bezpiecznej odległości od teściów/rodziców. :-D
_________________
Później luki w pamięci, zapatrzenia w okno -
tam mała dziewczynka w bloku naprzeciwko
uśmiecha się z żyletką pomiędzy zębami.
Myślę o jej chłodnych pocałunkach.




fire, walk with me...
 

stewie  

Hiper wymiatacz



Wiek: 27

Dołączył: 29 Lis 2009

   

Wysłany: 2012-06-02, 22:20   

wymarzony ślub.....brak ślubu....
_________________
Everybody loves you when you're six foot in the ground
- John Lennon
 

Forum młodzieżowe e-Mlodzi.com